Samochód na wodór (12 Oct 2013)
Z prof. Mirosławem Wendekerem, kierownikiem Katedry Termodynamiki, Mechaniki Płynów i Napędów Lotniczych na Politechnice Lubelskiej, rozmawia Adam Kruczek

Samochód na wodór, najpowszechniejszy pierwiastek we wszechświecie, zosta- wiający za sobą spaliny w formie pary wodnej – to pobudza wyobraźnię. Przybliżył Pan bardzo tę wizję zwykłemu kierowcy, demonstrując instalację skonstruowaną w kierowanym przez Pana zespole naukowym, pozwalającą napędzać wodorem zwykły seryjny silnik benzynowy. Jak działa to urządzenie i kogo będzie na nie stać?

– Instalacja składa się z komputerowego sterownika, grupy wtryskiwaczy oraz zbiorników wodoru zamontowanych w bagażniku. Co do zasady, działa analogicznie do standardowej instalacji sprężonego gazu ziemnego zastosowanego jako paliwo samochodowe. System ten można zastosować w wielu silnikach benzynowych o zapłonie iskrowym. Samochód ten nie traci zdolności jazdy na zwykłym paliwie. Może jeździć na oryginalnej benzynie i może też być zasilany wodorem. Przy masowej produkcji koszt takiej instalacji w samochodzie byłby porównywalny z kosztem instalacji gazowej.

Od czego zależy masowe zastosowanie tego rozwiązania?

– Aby o tym zastosowaniu sensownie myśleć, trzeba by było sprowadzić cenę wodoru do poziomu niższego niż cena ropy naftowej. Otwierają się tu duże możliwości dla nowych technologii. W przyszłości wodór może być produkowany z udziałem np. ogniw fotowoltaicznych albo energetyki wiatrowej, o ile ich wydajność stanieje do poziomu dzisiejszego spalania węgla. Przy zastosowaniu nowoczesnych technologii możliwe będzie wyprodukowanie 1 kWh prądu elektrycznego ze źródeł solarnych za ok. 30 groszy, a wtedy wodór z takiego źródła mógłby kosztować około 4 zł za równoważnik 1 litra benzyny. Aby zilustrować to zagadnienie, powiem, że już dzisiaj, gdybyśmy chcieli produkować wodór z zastosowaniem energii elektrycznej po tańszej taryfie nocnej czy weekendowej proponowanej przez lubelską elektrownię, wodorowy odpowiednik litra benzyny, paliwa kosztowałby ok. 2,50 złotego. Oczywiście bez akcyzy i VAT.

Wiosną tego roku Pańscy studenci otrzymali nagrodę główną i dwa wyróżnienia w konkursie „Student-Wynalazca”. Na Międzynarodowej Wystawie Wynalazków w Genewie jednego z nich wyróżniono srebrnym medalem, rok wcześniej zdobyliście tam brązowy. Jakie priorytety przyjął Pan w swojej pracy?

– Zwracamy uwagę przede wszystkim na trzy aspekty naszych projektów: chodzi o poprawienie ekonomii użytkowania pojazdów i statków lotniczych, tzn. żeby ich eksploatacja była po prostu tańsza dla użytkownika; żeby była bardziej ekologiczna i żeby wdrożenie technologii generowało rozwój gospodarczy kraju i regionu. Prawie każdy z naszych wynalazków posiada te walory.

Domeną Pana zespołu jest praca nad tańszym i efektywniejszym wykorzystaniem paliwa. Co poczytujecie sobie za największy sukces na tym polu?

– Przede wszystkim zainteresowaliśmy się gazem LPG jako paliwem tańszym od benzyny. Jeśli chodzi o propan-butan, to przed laty zaprojektowaliśmy instalację, która nadążała za najnowszymi wówczas rozwiązaniami światowymi. To był nasz jak dotąd największy sukces finansowy. Produkowała ją jedna z lubelskich firm. Sprzedała ponad 50 tys. tych urządzeń, z czego 85 proc. za granicę. Przychód z tej sprzedaży przekroczył 23 mln zł w ciągu 5 lat.

Ale to nie jedyny Państwa wynalazek wykorzystywany w gospodarce.

– Innym wynalazkiem z tej grupy było wprowadzenie nowej instalacji wtrysku benzyny samochodowej do silnika samolotowego dużej mocy. Żeby ten silnik spalał mniej paliwa, zastąpiliśmy „paliwożerny” gaźnik elektronicznym układem wtryskowym sterowanym komputerowo, co zmniejszyło zużycie paliwa o 18 procent. Kolejne zyski eksploatacyjne dawało zastąpienie drogiego paliwa lotniczego zwykłą benzyną, która jako wolna od ołowiu jest znacznie bardziej ekologiczna niż paliwo lotnicze. W instalacji tej możliwe jest też zastosowanie paliwa alkoholowego, czym zainteresowany jest np. rynek w Brazylii. W czerwcu br. polska firma lotnicza uzyskała od Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Lotniczego certyfikat stwierdzający, że nasz wynalazek nadaje się do zastosowania w samolotach. Trzecim rozwiązaniem z tej grupy było zasilanie wodorowe, o które pytał pan wcześniej.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przyznało Wam grant w wysokości 3 mln zł na dofinansowanie projektu opracowania zastosowania sprężonego gazu ziemnego (CNG) w silnikach diesla.

– Tak, to duże i ważne przedsięwzięcie. Gaz ziemny jest tańszy niż propan-butan, tak samo bezpieczny i bardziej ekologiczny. Ale problemem jest to, że potrzebuje specjalnych butli i stacji tankowania. Największych kłopotów przysparza instalacja CNG w dieslach. Ale znaleźliśmy na to sposób. Dozujemy paliwo gazowe bezpośrednio do komory spalania, a miejscem podawania tego paliwa w nowym systemie są istniejące w głowicy silnika otwory, w których osadzane są świece żarowe. Zakończenie całego projektu jest przewidziane na koniec przyszłego roku.

Zrobienie wtrysku gazu ziemnego do samochodów – i to zarówno tych z silnikami benzynowymi, jak i dieslami – powoduje, że te technologie staną się szczególnie poszukiwane w Polsce, która ma przecież potężne zasoby gazu łupkowego i może stać się w przyszłości samowystarczalna, jeśli chodzi o paliwo do transportu drogowego. Taką strategię wprowadzają dziś np. Stany Zjednoczone i Niemcy. Właśnie u naszego zachodniego sąsiada budowany jest system 4 tysięcy stacji tankowania gazem ziemnym rozsianych wokół autostrad. Również Amerykanie zaczynają przestawiać swój transport na gaz pochodzący z łupków.

Czy po te rozwiązania sięgają też Polacy?

– To jeszcze melodia przyszłości, dzisiaj z tymi aktualnie budowanymi mamy około dwudziestu takich stacji.

W Waszych poszukiwaniach innowacyjnych rozwiązań sięgacie także po energię słoneczną.

– Tak, chodzi tu o zastosowanie paneli fotowoltaicznych instalowanych na dachach autobusów w celu poprawienia ich ekonomiczności. Autobusy zużywają bardzo dużo energii elektrycznej na klimatyzację, oświetlenie, oznakowanie, automaty biletowe, na Wi-Fi czy system nawigacji. Prąd wyprodukowany z paliwa spalanego w silniku napędzającym agregaty prądotwórcze, czyli alternatory – tak jak to się powszechnie odbywa – jest pięciokrotnie droższy niż ten płynący z normalnego gniazdka.

Wyliczyliśmy, że prądotwórcze panele solarne na dachach autobusów mogą szybko się zamortyzować, a potem przynosić duże oszczędności w dalszej eksploatacji. Dziennie miejski autobus przejeżdża ok. 200 km i zużywa ok. 200 kWh energii elektrycznej, spala ok. 77 litrów paliwa. Jedną ósmą tej energii, czyli 25 kWh, zużywają znajdujące się na pokładzie urządzenia. Aby je zasilić, autobus musi spalić dziennie nawet 18 litrów oleju napędowego. Wygraliśmy taki projekt razem z lubelskim MPK. Nasz projekt znalazł się na liście 5 najlepszych (wśród 101 wniosków) w dziedzinie „mechanika i transport” złożonych na konkurs ogłoszony przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Czy jest szansa wypłynięcia z tymi pa- nelami na szerokie wody?

– Tak, zainteresował się już nimi jeden z dużych polskich przewoźników. Otrzymaliśmy też zapytanie ze strony kraju południowoeuropejskiego, czy można to rozwiązanie tam zastosować. Wiadomo, że tam, gdzie jest więcej słońca, będzie ono bardziej efektywne, a więc są szanse na kontrakt. Po zakończeniu za dwa lata projektu montażu paneli fotowoltaicznych na autobusach ma powstać spółka, która będzie takie instalacje dachowe produkowała.

Na czym polega innowacyjność tego projektu? Wiadomo przecież, że panele słoneczne produkują prąd.

– To jest rzeczywiście wiadome już od dawna, ale szczegóły patentowe dotyczą konkretnych rozwiązań: jak umożliwić współpracę panelu z alternatorem i odbiornikami energii, w jaki sposób oprogramować układ przetwarzający energię, nawet jak taki panel przymocować do dachu autobusu, by był odporny na deszcz, śnieg, wiatr, kurz, gałęzie itp. To wszystko wymaga innowacyjnego podejścia.

Są jeszcze inne wynalazki, którymi Pana zespół może się pochwalić?

– Z nowych technologii zajmujemy się jeszcze turbinami wiatrowymi wykorzystującymi wiatr o małej prędkości, które mogą znaleźć zastosowanie np. w wiejskich gospodarstwach domowych. Zajmuje się tym mój doktorant Zbigniew Czyż, zbierając za te prace kolejne nagrody. 25 października organizujemy we współpracy z lubelskim Parkiem Naukowo-Technologicznym spotkanie z przedsiębiorcami z branży energetycznej i metalowej. Spróbujemy zainteresować ich wdrożeniem naszych turbin – a mamy trzy propozycje – do masowej produkcji.

Pracujemy też m.in. nad zastosowaniem odzysku energii elektrycznej wytwarzanej przez jadący samochód do produkcji wodoru wspomagającego proces spalania, dzięki czemu radykalnie zmniejsza się toksyczność spalin. Te rozwiązania powstałe w naszym młodym zespole wielokrotnie wygrywały konkursy dla młodych naukowców.

A jak wygląda pozycja Polski w Europie pod względem innowacyjności?

– Niestety nie najlepiej. O tym mówi tzw. wskaźnik innowacyjności liczony co roku dla każdego z krajów europejskich. Bierze się pod uwagę m.in. liczbę doktorantów, artykułów naukowych, patentów, stopień współpracy pomiędzy przemysłem a nauką. Polska jest w tym rankingu czwarta od końca, przed Bułgarią, Rumunią i Łotwą. A więc mamy zadanie – wręcz imperatyw zwiększenia tego wskaźnika innowacyjności. Warto wiedzieć, że kraje UE sprzedają średnio w 48 proc. produkty wysoko przetworzone. W Polsce ten wskaźnik jest ok. 4 razy gorszy, a na Lubelszczyźnie wygląda to jeszcze 3 razy gorzej niż średnia krajowa. Konieczne jest zwiększenie produkcji urządzeń, a nie poprzestawanie na sprzedaży produktów nieprzetworzonych typu buraki, drewno, kopaliny. To jednak wymaga dużego wysiłku i zaangażowania również ze strony uczelni. Chodzi o tworzenie innowacyjnych projektów, nowych spółek i kadr. Takie jest moje przekonanie i działam w tym kierunku. Kształcę młodzież, poszerzam kadrę doktorantów, aby byli ludzie nadający się do przedsięwzięć związanych z innowacyjnymi technologiami.

Jak powstawał Pana zespół?

– Zespół tworzony jest już piętnasty rok. Zaczynaliśmy od kilku osób, a dzisiaj mamy ponad 25 naukowców. Tylko 5 z nas ma etat na Politechnice Lubelskiej. Reszta utrzymuje się z wdrożeń i projektów, które zwyciężają w różnych konkursach. A ponieważ wiele z nich wygrywamy, to taka duża grupa już od 8 lat się utrzymuje. I co roku się zwiększa.

Dziękuję za rozmowę.


www.naszdziennik.pl