Rządowy projekt nowelizacji Prawa geologicznego i górniczego
jest implementacją unijnej tzw. dyrektywy CCS i dotyczy warunków
tworzenia demonstracyjnych bądź badawczych instalacji CCS (Carbon
Capture and Storage), czyli wychwytu i sekwestracji (składowania)
dwutlenku węgla.
Metoda ta jest promowana przez Komisję
Europejską, jako jeden ze sposobów ograniczania emisji CO2 do atmosfery.
Polega na wychwyceniu różnymi metodami CO2, powstającego w wyniku
spalania paliw kopalnych, skroplenia go, przetransportowania do miejsca
składowania i zatłoczenia do izolowanej formacji geologicznej w celu
trwałego przechowania.
We wtorek, w czasie drugiego czytania
rządowy projekt poparły kluby PO, Ruchu Palikota, SLD i PSL. W imieniu
PiS poseł Mariusz Orion Jędrysek zgłosił dwie poprawki. Jedna wprowadza
dla samorządu wojewódzkiego możliwość zakazania tworzenia instalacji
CCS, druga przewiduje konieczność wykazania, że struktury geologiczne,
przeznaczone do przyjęcia zatłaczanego CO2 nie mają żadnej innej
wartości użytkowej lub przyrodniczej.
Jędrysek oświadczył, że
metoda CCS jest niebezpieczna, ale ponieważ dyrektywę trzeba
implementować, to poprawki PiS prowadzą do tego, że ustawa staje się
martwym prawem. Od ich przyjęcia uzależnił poparcie całości. Z kolei w
imieniu koła Solidarnej Polski poseł Ludwik Dorn złożył wniosek o
odrzucenie projektu w całości. Poprawki i wniosek rozpatrzy teraz
komisja ochrony środowiska.
Odpowiadając w czasie drugiego
czytania na pytania posłów wiceminister środowiska, Główny Geolog Kraju
Piotr Woźniak mówił m.in., że ewentualnym miejscem demonstracyjnych
projektów CCS w Polsce mogłyby być zbiornikowe piaskowce kambryjskie, z
których wydobywa się ropę i gaz. CO2 miałby być zatłaczany po
szczerpaniu z nich węglowodorów - dodał Woźniak, podkreślając, że
formacje te gwarantują pełną szczelność. Zaznaczył jednocześnie, że do
tej działalności musi znaleźć się chętny przedsiębiorca, który poniesie
spore ryzyka, spełni stawiane przez ustawę wysokie wymagania, itp. "To
nie są koszty, które ponosi polski podatnik" - zaznaczył.
Zgodnie z projektem składowanie dwutlenku węgla, a także
poszukiwanie i rozpoznawanie formacji geologicznych, w których będzie
można gromadzić CO2, będzie wymagało uzyskania koncesji udzielanej przez
ministra środowiska. Przedsiębiorcy będą musieli także zawrzeć tzw.
umowę użytkowania górniczego. Koncesja ma być udzielana wyłącznie dla
projektów demonstracyjnych i będzie obejmować działalność związaną z
eksploatacją podziemnego składowiska, a także okres po jego zamknięciu.
Przedsiębiorcy przez 20 lat od zamknięcia składowiska będą musieli
sprawdzać, czy nie dochodzi tam do niepożądanych zjawisk, takich jak
uwalnianie się CO2 do atmosfery czy wód podziemnych. Przez 30 lat
kolejnych lat od zamknięcia takiego składowiska jego monitoring przejmie
powołany ustawą Krajowy Administrator Podziemnych Składowisk Dwutlenku
Węgla (KAPS).
Dotychczas w Polsce tę metodę składowania CO2
stosowano jedynie na niewielką skalę. Projekty takie realizowano w
Niemczech, Danii, USA, Kanadzie, Holandii, Norwegii. Dwutlenek węgla
gromadzono najczęściej w wyeksploatowanych lub czynnych złożach gazu
ziemnego i ropy naftowej. W Austrii i na Litwie zakazano podziemnego
zatłaczania dwutlenku węgla. Rząd austriacki uzasadnił swoją decyzję
brakiem odpowiednich struktur geologicznych.
Polska Grupa
Energetyczna chciała zastosować pierwszy większy projekt CCS w
Bełchatowie. W kwietniu br. Grupa zrezygnowała jednak z tej inwestycji,
tłumacząc to brakiem odpowiedniego finansowania. Bełchatowski CCS nie
znalazł się bowiem na liście projektów, dofinansowywanych przez KE.
Eksperci
podkreślają, że technologia CCS jest na razie zbyt droga; opłacałoby
się ją stosować, jeśli uprawnienia do emisji CO2 w systemie ETS
kosztowałyby ponad 65 euro. Tymczasem ich cena nie przekracza obecnie 5
euro.
www.cire.pl