Oczyszczalnie mogą lepiej wykorzystywać biogaz (16 Jul 2013)
Oczyszczalnie ścieków powinny się stawać przedsiębiorstwami technologiczno-energetycznymi, gdzie z jednej strony dochodzi do oczyszczania ścieków, a z drugiej - do produkcji biogazu i jego efektywnego wykorzystania - podkreśla dr hab. Krzysztof Barbusiński.

Przedstawiciele oczyszczalni ścieków często podkreślają, że nie mają co zrobić z nadmiarem ciepła produkowanego z biogazu. Czy pana zdaniem wiedzą, jak biogaz wykorzystać?

Dr hab. Krzysztof Barbusiński, Zakład Technologii Wody i Ścieków Politechniki Śląskiej: Polskie oczyszczalnie już od dłuższego czasu stosują technologie, które niczym nie odbiegają od tych w USA czy w krajach Europy Zachodniej. Szczególnie w sferze komunalnej, w oczyszczalniach mechaniczno-biologicznych nie mamy się czego wstydzić.

Oczyszczalnie ścieków, i to jest powszechne w naszym kraju, które unieszkodliwiają osady w komorach fermentacyjnych, uzyskują biogaz. Część ciepła powstała przy jego spalaniu jest przeznaczana na podgrzanie komory fermentacyjnej, a nadmiar wykorzystuje się do ogrzewania pomieszczeń. O ile jesienią i zimą zapotrzebowanie na ciepło jest, o tyle latem niekoniecznie.

Trzeba coś z tym ciepłem zrobić, można je po prostu uwolnić. Ale można też zastosować nowoczesną metodę ORC, która pozwala zamienić ciepło na energię elektryczną.

Innowacyjne rozwiązania oczywiście kosztują, więc trzeba zbilansować koszty eksploatacyjne i inwestycyjne z zyskiem.

Jak wygląda sytuacja z wykorzystaniem biogazu do produkcji energii elektrycznej?

- Jeśli tylko oczyszczalnia zainwestuje w agregaty prądotwórcze, a to już jest standardem, mamy do czynienia z procesem kogeneracji, czyli przy spalaniu biogazu produkowane jest ciepło i energia elektryczna.

Powoli oczyszczalnie powinny się stawać przedsiębiorstwami technologiczno-energetycznymi, gdzie z jednej strony oczyszcza się ścieki, a z drugiej produkuje biogaz i się go efektywnie wykorzystuje.

Jednak ilość biogazu powstająca w klasycznym procesie fermentacji osadów nie wystarczy na pokrycie pełnego zapotrzebowania zakładu na prąd. Kształtuje się to na różnych poziomach - 25, 35 czy 45 proc.

Nie da się więcej?

- Da się, w procesie kofermentacji. Jeśli oczyszczalnia ma jeszcze rezerwy w komorach fermentacyjnych, możne do tych komór wprowadzić inne substraty organiczne, typu odpady z przemysłu mleczarskiego, odpady po odpowiedniej przeróbce z przemysłu mięsnego, produkty tłuszczowe, czasami gliceryny.

Proces ten jednak nie jest prosty i nie jest jeszcze powszechny w polskich oczyszczalniach. Jeśli wprowadzamy nowe substraty do procesu fermentacji, który mamy już ustalony i jakoś ustabilizowany, możemy uzyskać efekt odwrotny do zamierzonego, czyli wręcz zahamować fermentację. Może też w biogazie zmniejszyć się udział metanu, czyli czynnika palnego.

Trzeba zatem tak zoptymalizować proces, by mimo mniejszej ilości metanu, biogazu było na tyle, by bilans energetyczny wychodził na plus. Tego nie da się osiągnąć bez badań i analiz.

Tymczasem inwestor czy eksploatatorzy oczyszczalni trochę boją się zainwestować w naukę.

A może nie tyle się boją, co nie mają pieniędzy na badania?

- Przedstawiciele biznesu na jednej z konferencji sami przyznali, że najczęściej zwracają się do naukowców, gdy mają nóź na gardle - konkretny problem do rozwiązania i goni ich czas. Z kolei dla nas taka sytuacja to trochę wróżenie ze szklanej kuli, też potrzebujemy czasu na badania.
Obserwuję dobry trend we współpracy nauki z przemysłem, choć na razie przedsiębiorstwa raczej sprawdzają, czy będzie się im to opłacało.

Rozumiem, że dla prezesa przedsiębiorstwa liczą się przede wszystkim wyniki finansowe. Kiedy jednak zmieniają się przepisy czy pojawiają nowe trendy w oczyszczaniu ścieków, czy zagospodarowaniu osadów ściekowych, prędzej czy później trzeba te pieniądze znaleźć. A jeśli wcześniej wyjdzie się z problemem do środowiska naukowego, jest szansa by to zrobić taniej i spokojniej.

Od kilku lat zmniejsza się liczba oczyszczalni. Dlaczego?

- Odkąd powszechnie wprowadzono do użytku wodomierze, ludzie zaczęli oszczędzać wodę. W rezultacie do oczyszczalni dopływa coraz mniej ścieków. Są one jednak bardziej stężone. Innymi słowy, produkujemy te same ilości zanieczyszczeń albo nawet więcej, ale są one zawarte w mniejszej objętości ścieku.

Ponadto większość oczyszczalni jest przeprojektowana, bo zmieniły się uwarunkowania. Dobrze jak oczyszczalnia ma dwa lub trzy ciągi technologiczne i można jeden wyłączyć albo poczynić modernizacje, by zoptymalizować układ technologiczny.

O czym w związku z tym powinni pamiętać projektujący nowe czy modernizujący starsze oczyszczalnie?

- By indywidualnie podchodzić do każdego obiektu. By projektowanie nie odbywało się na zasadzie, że firma, która wygrała przetarg, bierze poprzedni projekt i tylko przelicza go na inny ładunek zanieczyszczeń i inną ilość ścieków, zmienia tylko kubaturę reaktorów.

Potem się okazuje, że na papierze wszystko ładnie wychodzi, ale jeśli nie uwzględni się pewnych indywidualnych uwarunkowań dla danej oczyszczalni, to prędzej czy później wychodzi w praktyce.

Nie ma dwóch takich samych osadów. Co sprawdza się na jednej oczyszczalni, niekoniecznie da się zastosować na innej. 


http://www.portalsamorzadowy.pl