Tendencja ta będzie się pogłębiać. Jak bowiem oświadczył Wadim
Czuprun, szef Naftohazu, jego firma planuje zakupić u Rosjan w tym roku
20 mld m3 gazu, zamiast planowanych 27 miliardów. Sprawy dostaw gazu
reguluje ukraińsko-rosyjska umowa ze stycznia 2009 roku podpisana przez
Gazprom i Naftohaz. Zakładała ona, że Ukraina w latach 2009-2019 będzie
kupować 52 mld m3 gazu rocznie. Zawierała ona także klauzulę „take or
pay”, przewidującą drakońskie kary za nieodebrany surowiec. Ukraińską
opinię publiczną bulwersowała przede wszystkim drastyczna zwyżka ceny
gazu zawarta w kontrakcie (470 dolarów za 1000 m3). Oburzenie było
skierowane przeciwko ówczesnej premier Julii Tymoszenko, którą obarczono
odpowiedzialnością za tak niekorzystną umowę, co w rezultacie
doprowadziło do osadzenia jej w więzieniu.
W późniejszym czasie Ukrainie udało się wynegocjować złagodzenie
niektórych klauzul umowy. Minimalna ilość gazu, którą strona ukraińska
powinna odbierać lub opłacić, wynosi 33,3 mld m3. W kwietniu 2011 roku
rząd ukraiński postanowił zliberalizować rynek gazu, co oznaczało
zniesienie monopolu Naftohazu na sprowadzanie gazu ziemnego z Rosji. W
rezultacie w 2012 roku Naftohaz zakupił od Gazpromu tylko 24,9 mld m3
gazu. Ponad 8 mld m3 gazu zakupiła firma Ostchem Holding należąca do
Dmytro Firtasza. Ukraiński urząd statystyczny poinformował, że Ukraina w
2012 roku sprowadziła z Rosji 32,9 mld m3 gazu. Stanowiło to 99,8 proc.
importu tego surowca na rynek ukraiński. Za dostarczony jej gaz
zapłaciła 14 mld 25 mln dolarów, o 1 proc. mniej niż w poprzednim roku.
Przeciętna cena płacona Gazpromowi wyniosła 426 dolarów za 1000 m3.
Odmienne stanowisko zajął jednak w tej sprawie Gazprom. Nie
uwzględnia on w ogóle faktu zakupu gazu przez Ostchem Holding i uważa,
że Naftohaz powinien zakupić u niego, lub zapłacić za gaz w ilości 41,6
mld m3. Posunął się nawet do tego, że nałożył na firmę ukraińską karę w
wysokości 7 mld dolarów za nieodebrany surowiec, którego wielkość
obliczył na 16,7 mld m3 (41,6 mld minus 24,9 mld m3).
Ten krok Gazpromu wynikał nie tyle z odmiennej interpretacji
ukraińsko-rosyjskich umów gazowych, ile z irytacji rosyjskiego giganta
zapowiedzią dalszej obniżki zakupu gazu przez stronę ukraińską, co – jak
wynika z cytowanego komunikatu ukraińskiego urzędu – jest już
realizowane w bieżącym roku.
Gaz od RWE
Zmniejszanie zakupów rosyjskiego gazu ukraiński minister przemysłu
węglowego i energetyki Eduard Stawicki tłumaczył wielkimi zapasami gazu
zgromadzonymi na Ukrainie (ponad 8 mld m3). Ale pojawiły się także
doniesienia o zamierzonych zakupach gazu u zachodnich kontrahentów na
zasadzie tzw. rewersu, odwrócenia przesyłu gazu z zachodu na wschód.
Doniesienia te zaniepokoiły Gazprom. Strona rosyjska pośpieszyła z
komentarzami, że rewers jest fizycznie niemożliwy i że właściwie chodzi
tu o odbieranie tej części gazu rosyjskiego, która płynie przez Ukrainę
do zachodnich odbiorców. Przypomniano sobie przy tej okazji słowa byłego
szefa Gazpromu Rema Wiachiriewa, który swego czasu biadał: „Największa
głupota czasów sowieckich to poprowadzenie rur przez Ukrainę”. Jego
następca Aleksiej Miller oświadczył w kwietniu bieżącego roku, że rewers
będzie złamaniem przez stronę ukraińską warunków umowy tranzytowej.
Dziennikarze rosyjscy przeprowadzili śledztwo i ustalili, że firmą,
która będzie odsprzedawać gaz Ukrainie, jest niemiecka RWE. Jest jednak
oczywiste, że tak niepokojący stronę rosyjską rewers nie rozwiąże
problemów bezpieczeństwa energetycznego Ukrainy. Nadal będzie ona
zależna od gazu rosyjskiego, tyle że kupowanego u niemieckiego
pośrednika. Odczuje zapewne pewną ulgę finansową, kupując gaz nieco
taniej. Dla porównania przytoczmy dane statystyczne. Otóż w 2012 roku
Ukraina płaciła Rosji za gaz 426 dolarów za 1 tys. m3, natomiast u
Niemców kupowała gaz po 416,8 dolara za 1 tys. m3. Obecnie mówi się, że
gaz kupowany u Niemców będzie o 10 proc. tańszy od gazpromowskiego.
Eksploatacja Łupków
Bezpieczeństwo energetyczne Ukrainy wymaga zatem kompleksowego
programu działania, który będzie także zmierzał do radykalnego obniżenia
ceny nośników energii. Zarysy takiego programu przedstawił premier
Mykoła Azarow na posiedzeniu rządu w październiku 2012 roku.
Poinformował on, że w latach 2013-2015 Ukraina osiągnie
samowystarczalność energetyczną. Przewidywany jest wzrost wydobycia
własnego gazu ziemnego do 21 mld m3. W większym stopniu w energetyce
(elektrownie) będzie wykorzystywany węgiel kamienny. Ze złóż węgla
kamiennego będzie odzyskiwany metan w szacunkowej ilości 3-5 mld m3.
Premier zapowiadał także budowę terminalu w Odessie do odbioru
skroplonego gazu i przede wszystkim eksploatację gazu łupkowego.
„Rewolucja łupkowa dotarła na Ukrainę” – tak rosyjski komentator
Władimir Panow ocenił kroki podjęte przez władze Ukrainy w celu
eksploatacji gazu łupkowego. Początkiem tej rewolucji jest umowa
podpisana 24 stycznia 2013 roku, w trakcie światowego forum
ekonomicznego w Davos, między władzami Ukrainy a firmą Royal Dutch Shell
na temat eksploatacji juzowskiego złoża gazu łupkowego położonego we
wschodniej Ukrainie. Umowę podpisali min. Eduard Stawicki i szef
kompanii Nadra Juzowska po stronie ukraińskiej oraz Peter Voser – główny
dyrektor wykonawczy firmy Shell po stronie brytyjsko-holenderskiej.
Przy ceremonii obecny był prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz.
Wartość inwestycji Agencja Reutera oceniła na 10 mld dolarów i jest
to największe w Europie przedsięwzięcie związane z wydobyciem gazu
łupkowego. Umowa o podziale wydobycia została zawarta na 50 lat. Shell i
Nadra Juzowska będą miały po 50 proc. udziałów. Minister Stawicki
oznajmił, że już w 2018 roku złoże juzowskie dostarczy 7-8 mld m3 gazu.
Docelowo wydobycie ma osiągnąć 20 mld m3, co według ocen kół rosyjskich
pozwoli Ukrainie stać się eksporterem gazu.
Ogólne zasoby gazu łupkowego na Ukrainie amerykańscy eksperci ocenili
na 1,2 biliona m3. Ale rosyjski portal Neftegaz.ru podał, że samo tylko
złoże juzowskie może zawierać do 4 bilionów m3 gazu. A oprócz niego
prace poszukiwawcze prowadzone są na złożu olesskim (rejon Lwowa i
Iwano-Frankowska) – podjęła się tego amerykańska firma Chevron; oraz na
szelfie Morza Czarnego, tzw. złoże scytyjskie – tu prace prowadzi firma
Exxon Mobil, która niedawno wycofała się z Polski.
Poza rosyjskim monopolem
Po podpisaniu umowy z firmą Royal Dutch Shell prezydent Janukowycz
oświadczył, że eksploatacja złoża juzowskiego stanie się gwarancją
rozwoju ekonomicznego Ukrainy i pozwoli wypełnić socjalne zobowiązania
budżetu państwa. „Ale o głównej rzeczy Janukowycz milczał, chociaż – jak
to się mówi – milczał głośno. Kijów uczynił zdecydowany krok na drodze
wyzwolenia się spod rosyjskiego monopolu gazowego” – komentuje Panow.
Inwestycją niejako wspomagającą „rewolucję łupkową” na Ukrainie jest
budowa w Odessie terminalu gazowego do odbioru skroplonego gazu
dostarczanego drogą morską. Inwestycja ta ma już za sobą ubiegłoroczny
incydent, który miał skompromitować władze Ukrainy i samą ideę
gazoportu. Pierwotnie bowiem podpisano umowę z osobnikiem, który
uchodził za przedstawiciela hiszpańskiej firmy Gas Natural Fenosa.
Władze Fenosy zdezawuowały jednak owego osobnika. Obecnie Ukraina ma
umowę z amerykańską firmą Excelerate Energy z Teksasu. Firma ta
specjalizuje się w transporcie skroplonego gazu drogą morską – posiada 7
statków, pływających terminali LNG. Ostatnio poinformowano, że budowa
odesskiego gazoportu zakończy się wcześniej, niż pierwotnie planowano: w
końcu 2014, a nie w 2016 roku. Niewykluczone także, że jeszcze
wcześniej któryś z pływających terminali LNG, z flotylli posiadanej
przez Excelerate Energy zawinie do Odessy, umożliwiając Ukrainie odbiór
skroplonego gazu.
W ten sposób Ukraina, w przeciwieństwie do Polski, swoimi działaniami
włącza się w ogólnoświatowe trendy na rynku gazu, które mają nie tylko
ekonomiczne, ale i geopolityczne znaczenie. Przewidywane bowiem są
radykalne zmiany cenowe. Amerykański ekspert Phil Flynn prognozuje, że w
2016 roku, kiedy Amerykanie rozpoczną eksport gazu do Europy, jego cena
spadnie o 30-50 procent. Aviezer Tucker, dyrektor Instytutu Energii
uniwersytetu w Austin, który w lipcu ubiegłego roku pisał o „nowej
zimnej wojnie” toczonej przy pomocy gazu łupkowego, jest zdania, że za
5-10 lat skończy się monopol Gazpromu w dostawach gazu do Europy.
Świadomość powagi sytuacji jest obecna w kołach rosyjskich. Czasami
usiłują one krzepić się myślą, że wydobycie gazu łupkowego jest
ekonomicznie nieracjonalne, ponieważ koszty wydobycia sięgają jakoby
200-300 dolarów za 1 tys. m3. Natomiast Gazprom pozyskuje gaz po
kosztach mniejszych niż 20 dolarów za 1 tys. m3. Dają więc do
zrozumienia, jak szerokie pole manewru ma Rosja pod tym względem. Ale
manewr ten nie będzie już niczym innym jak tylko odwrotem.
Prof. Tadeusz Marczak
Kierownik Zakładu Studiów nad Geopolityką Uniwersytetu Wrocławskiego.
www.naszdziennik.pl