Przed nami tylko Macedonia
Według opublikowanych niedawno przez rosyjską gazetę „Izwiestia”
danych, które rzekomo wyciekły z Gazpromu, więcej niż Polska za gaz
płaci tylko Macedonia. Słaba to jednak pociecha, zważywszy na to, że
jesteśmy o wiele większym importerem i aż dwie trzecie tego, co
zużywamy, sprowadzamy z Rosji. Rocznie Gazprom sprzedaje nam ok. 10 mld
m3 gazu. Jak wynika z danych za pierwszy kwartał 2012 r., za tysiąc
metrów sześciennych tego surowca płacimy 526 dolarów. Dla porównania:
Niemców taka sama ilość gazu kosztuje 379, a Wielką Brytanię 313
dolarów. Dlaczego tak się dzieje?
Gdyby w przypadku Gazpromu o cenie sprzedawanego surowca decydowała
odległość jego przesyłu, z pewnością Polska płaciłaby o wiele mniej.
Niestety, decydującą rolę w ustalaniu cen odgrywa niezagrożona pozycja
monopolisty, jaką w naszym kraju cieszy się rosyjski gigant oraz
sympatie polityczne Kremla. Nie przez przypadek Białoruś kupuje rosyjski
gaz po cenach najniższych w Europie, płacąc zaledwie 165 dolarów za
tys. m3.
– Rosjanie uważają, skądinąd słusznie, że Polska nie ma żadnej
alternatywy – wskazuje dr Piotr Naimski, były wiceminister gospodarki w
rządzie Jarosława Kaczyńskiego. Zaledwie jedna trzecia polskiego
zapotrzebowania na gaz pokrywana jest z zasobów krajowych. Poprawa
bezpieczeństwa energetycznego Polski wymagałaby zróżnicowania źródeł i
kierunków dostaw gazu. A z tym jest u nas gorzej niż źle. – Dopóki nie
zrealizujemy projektów dywersyfikacyjnych i nie złamiemy monopolu
Gazpromu, dalej będziemy płacić haracz Kremlowi za rosyjski gaz –
podkreśla Janusz Kowalski, członek zespołu ds. bezpieczeństwa
energetycznego w Kancelarii Prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
W 2006 r. rząd PiS podjął decyzję o budowie gazoportu w Świnoujściu.
Terminal LNG pozwoliłby na import skroplonego gazu ziemnego drogą morską
praktycznie z każdego miejsca na świecie. Jego budowa trwa, chociaż
termin ukończenia został przesunięty. – Opóźnienia wynikają głównie z
przeciągania decyzji o kontynuacji tej inwestycji przez Donalda Tuska
oraz wyboru wykonawcy, który nie daje sobie rady z inwestycją – tłumaczy
dr Naimski. Były wiceminister ma nadzieję, że po realizacji tego
projektu powstanie sytuacja, w której polska spółka rzeczywiście będzie
miała większą siłę przebicia w negocjacjach cen gazu z Rosją.
Znacznie gorzej wyglądają prace nad budową gazociągu Baltic Pipe,
które zostały zastopowane przez koalicję PO – PSL na początku 2008 r.,
kilka tygodni po przejęciu władzy. Powstanie gazociągu, który połączyłby
Polskę i Danię, umożliwiłoby transport gazu ziemnego ze złóż
norweskich. Janusz Kowalski, który był członkiem Rady Nadzorczej
należącej do PGNiG spółki Investgas odpowiedzialnej za budowę tego
gazociągu, przypomina, że miał on zostać oddany do użytku już trzy lata
temu. – Donald Tusk i Waldemar Pawlak po przejęciu władzy w 2007 r.
wstrzymali projekt i w ostatnich pięciu latach nic w tej sprawie się nie
wydarzyło. Gdyby gazociąg został uruchomiony na czas, nie musielibyśmy
prowadzić negocjacji gazowych z Rosjanami w latach 2009-2010 –
podkreśla. Nie ma wątpliwości, że za to, iż Polska kupuje gaz ziemny po
cenach najwyższych w Europie, odpowiedzialny jest właśnie rząd Tuska,
który swoimi działaniami wzmacnia monopol Gazpromu w Polsce.
Obecnie ceny gazu w ramach kontraktów długoterminowych ustalane są w
relacji do cen ropy naftowej. Zdaniem ekspertów, to również powinno ulec
zmianie. – Na światowym rynku gazu odchodzi się od tego mechanizmu, a
ceny ustala się w oparciu o rynkową cenę gazu w hubach (węzłach)
gazowych, czyli punktach obrotu tym surowcem, dzięki czemu są one
niższe. Rosjanie bronią się przed tym sposobem naliczania ceny za gaz –
wyjaśnia Piotr Naimski.
Biedni płacą więcej
Mimo że jesienią ubiegłego roku polski premier oraz przedstawiciele
PGNiG szumnie informowali o obniżkach cen gazu, to jednak rosyjski
surowiec nadal płynie do Polski po cenach najwyższych z możliwych. Nie
ma się więc czym chwalić. – PGNiG było ostatnią dużą firmą europejską,
która uzyskała obniżkę. W tym momencie inne europejskie koncerny
znajdowały się już w drugiej rundzie negocjacji obniżki cen z Gazpromem w
swoich kontraktach – przypomina dr Piotr Naimski.
PGNiG jest liderem w branży gazowej na terenie naszego kraju.
Konkurencja praktycznie nie istnieje. – To powoduje, że tak naprawdę nie
ma możliwość liberalizacji rynku dostaw – mówi Janusz Szewczak, główny
ekonomista SKOK. Nie bez wpływu na wysokie ceny gazu pozostają również
administracyjne, gospodarcze i fiskalne działania Skarbu Państwa. –
Niebawem nastąpi drastyczny wzrost cen gazu LPG. Będzie on obciążony
kosztami związanymi z przechowywaniem zapasów tego surowca. Szczególnie
dotkliwie odczują to kierowcy samochodów z instalacją gazową – wskazuje
ekonomista. Wytyka również PGNiG zbyt małą aktywność w poszukiwaniu
krajowych źródeł gazu ziemnego. W 2012 roku grupa kapitałowa PGNiG
wydobyła w sumie ponad 4 tys. mln m3 gazu ziemnego.
To wszystko przekłada się na jakość życia Polaków, którzy są jednym z
biedniejszych narodów w Unii Europejskiej. – W relacjach do naszych
dochodów koszty utrzymania mieszkania, czyli opłaty za energię
elektryczną, gaz itp. należą do najwyższych w Europie. Oczywiście wraz
ze wzrostem opłat za energię podwyższeniu ulegają również stawki za
czynsz – przypomina Janusz Szewczak. Przełomem z punktu widzenia
obniżenia kosztów utrzymania mieszkańców naszego kraju byłoby
rozpoczęcie na dużą skalę wydobycia gazu łupkowego. Przekonali się o tym
Amerykanie. – Stany Zjednoczone, korzystając z własnego taniego gazu
łupkowego, są dzisiaj jednym z najbardziej konkurencyjnych producentów
nawozów i tworzyw sztucznych – zauważa ekonomista.
Ceny gazu w USA obniżyły się gwałtownie na przełomie 1999 i 2000
roku. – Wcześniej wahały się od 10 do 12, a nawet 15 dolarów za tysiąc
stóp sześciennych (MCF) gazu. Po odkryciu gazu łupkowego ceny surowca
spadły poniżej 3 dolarów i w chwili obecnej utrzymują się w granicach
3-4 dolarów za MCF (112-140 USD za 1000 m3) – analizuje dr inż. Jan
Krasoń, ekspert w dziedzinie wydobycia surowców energetycznych i
mineralnych. Jak podkreśla, korzystają z tego wszyscy – od wielkich
zakładów przemysłowych aż po odbiorców indywidualnych. Oczywiście
spowodowało to również uniezależnienie się Stanów Zjednoczonych od gazu z
zagranicy, a co więcej – to USA zamierzają eksportować swój gaz do
innych krajów, w tym do Europy. – Jeszcze przed 20 laty nikt się tego
nie spodziewał – przyznaje dr inż. Krasoń.
Niestety, w Polsce szanse na podobny rozwój wydarzeń są coraz
mniejsze ze względu na brak przejrzystych ram prawnych dla inwestorów,
którzy chcieliby wydobywać gaz łupkowy na terenie naszego kraju. O tym, z
jak wielką stratą dla polskiej gospodarki się to odbywa, świadczą
liczby: według opublikowanego przez amerykańską Agencję ds. Energii
(EIA) w 2009 r. raportu polskie potencjalne zasoby gazu łupkowego mogą
liczyć nawet 5,3 bln m3, co przy obecnym zużyciu gazu w Polsce
wystarczyłoby nam nawet na 300 lat.
Marnowanie szans
Dalsze uzależnienie polskiej gospodarki od gazu będzie rosło wraz z
przyjmowaniem przez Polskę coraz ostrzejszych ograniczeń związanych
emisją CO2 zawartych w pakiecie klimatycznym. – Wdrażanie tych przepisów
będzie zabójcze dla polskich przedsiębiorstw, ale i społeczeństwa,
ponieważ 90 proc. energii pozyskujemy z węgla – zaznacza Janusz
Szewczak.
– Polska gospodarka powinna być oparta o własne zasoby naturalne.
Innymi słowy – nie powinniśmy zwiększać zużycia pochodzącego z importu
gazu ziemnego i zamykać lub też wstrzymywać budowę nowych inwestycji
węglowych – podkreśla Janusz Kowalski. A tak się niestety dzieje. W
ubiegłym roku koncern Energa SA wstrzymał budowę elektrowni węglowej w
Ostrołęce, która miała być największą inwestycją energetyczną na wschód
od Wisły. Niedawno zdymisjonowany minister skarbu Mikołaj Budzanowski
tłumaczył wówczas, że inwestycję przerwano, ponieważ Energa rozpoczęła
pracę nad alternatywnym projektem opartym na gazie. Z budowy dwóch
nowych bloków na węgiel kamienny w Elektrowni Opole zrezygnowała również
Polska Grupa Energetyczna, tłumacząc się zmianami na rynku
energetycznym. – To działania sprzeczne z logiką budowy architektury
bezpieczeństwa energetycznego. Odpowiada za to Donald Tusk, który w 2008
r. przyjął niekorzystne założenia dotyczące pakietu klimatycznego. To
podcinanie gałęzi, na której się samemu siedzi – podsumowuje Kowalski.
Uzależnieniu Polski od dostaw drogiego gazu z Rosji ma służyć również
wykup akcji największej polskiej firmy chemicznej Zakładów Azotowych w
Tarnowie przez rosyjską spółkę Acron. Tylko tarnowskie Azoty
wykorzystują aż 20 procent gazu ziemnego zużywanego w ciągu roku w
Polsce.
Prognozy nie brzmią optymistycznie. Eksperci przewidują, że Polakom
grożą nawet pięćdziesięcioprocentowe podwyżki cen prądu właśnie dlatego,
że polski rząd nie potrafi chronić własnych interesów w zakresie węgla
kamiennego. Na dodatek jedna po drugiej marnuje szanse na to, żeby
Polacy w końcu płacili mniej za gaz. Zawirowania wokół błękitnego paliwa
to dobry przykład na to, jak wielka polityka, a raczej błędy popełniane
przez rządzących przekładają się na jakość życia przeciętnego
obywatela.
www.naszdziennik.pl