Zgodnie z zapisami projektu, dopłaty miałyby przysługiwać
osobom, którym przysługuje dodatek mieszkaniowy. Oznacza to zarazem, że
dochody osoby żyjącej samotnie nie będą mogły przekroczyć 1454,51
brutto, a w rodzinie maksymalnie na głowę może przypadać 1038,94 zł
brutto - napisała gazeta.
Jak poinformował dziennik, w Poznaniu
na dotację z budżetu państwa wg takiego kryterium może liczyć około 12
tysięcy gospodarstw, w Lesznie około tysiąca, a w Kaliszu 5000
gospodarstw.
- Wiemy jak wygląda sytuacja z uruchamianiem takich
środków. Często samorządy dostają je teoretycznie. Może się więc okazać,
że osoby uprawnione do dopłat będą czekały, aż gminy dostaną rządowy
przelew nie mogąc jednocześnie liczyć na wyrozumiałość dostawców energii
- powiedziała Krystyna Łybacka, posłanka SLD w rozmowie z Głosem
Wielkopolskim.
Gazeta zwróciła także uwagę, na limity zużycia
energii, jakie zostały zapisane w ustawie, do których państwo będzie
miało dopłacać: dla jednoosobowego gospodarstwa będzie to 900 kWh
rocznie, dla 2 do 4 osób 1250 kWh, dla 5 i więcej osób 1500 kWh.
Dopłaty do rachunków za energię wcale nie muszą być 30 -
procentowe. Zgodnie z projektem to pułap maksymalny - napisał dziennik.
-
Słyszeliśmy o dopłacie na początek rzędu 10 procent - zauważył w
rozmowie z gazetą Leszek Aleksandrzak z SLD. - I o tym, że będzie
więcej, jeśli będą pieniądze.
- Takie rozwiązania znów
najbardziej odbiją się na mieszkających w starych zasobach, a więc już z
założenia w gorszych warunkach - powiedziała Łybacka dziennikowi. - To
listek figowy, a nie realna pomoc. W takim kształcie ta ustawa jest
według niej nie do przyjęcia.
Polska Głos Wielkopolski
www.cire.pl