|
W branży OZE panuje atmosfera może już nie nerwowości i frustracji, ale
zrezygnowanego wyczekiwania na rozwój wypadków, w tym ruch rządzących.
Rząd może znacząco wpłynąć na kierunki i intensywność rozwoju branży OZE
- mówi Bartosz Marcinkowski, partner w kancelarii Domański Zakrzewski
Palinka.
- Cała branża OZE od dłuższego czasu oczekiwała stanowiska rządu w
sprawie rozwoju OZE w Polsce. Wynika to z faktu, że sytuacja branży jest
trudna i złożona. Złożona, gdyż można obecnie
mówić o problemach na co najmniej czterech płaszczyznach. Rząd
oczywiście nie rozwiąże wszystkich problemów i na wszystkich
płaszczyznach, tym niemniej może znacząco wpłynąć na kierunki
i intensywność rozwoju branży.
Jakie to płaszczyzny problemowe?
- Pierwsza to rynek transakcyjny, czyli liczba projektów dewelopowanych,
sprzedawanych i kupowanych przez inwestorów. Druga, to stan
istniejącego biznesu OZE i jego opłacalność. Trzecia
związana jest z dostępem do finansowania projektów. I płaszczyzna
czwarta, którą można określić mianem globalnej obawy przed kryzysem.
Dotyczy to obecnie w szczególności podmiotów ze
strefy euro, a przecież wielu inwestorów działających w Polsce w branży
OZE to właśnie spółki z eurolandu, w tym z borykających się z problemami
Hiszpanii i Portugalii. Na każdej z tych
płaszczyzn widzę, jako prawnik obsługujący inwestorów z branży,
trudności i ryzyka. A zapewne możnaby wyliczyć ich jeszcze więcej.
Jakie to trudności? Czy da się je krótko scharakteryzować?
- Oczywiście, jak to zwykle bywa w złożonych przypadkach, można mówić o
całym kompleksie przyczyn i skutków. Po kolei i skrótowo. Rynek
transakcyjny jeśli nie zamarł, to jednak praktycznie
został co najmniej zastopowany. To odnośnie pierwszej z wymienionych
przeze mnie płaszczyzn.
Ale przecież doszło niedawno do spektakularnych transakcji, czyli
nabycia przez PGE i Energę projektów wiatrowych duńskiego Donga i
hiszpańskiej Iberdroli.
- To prawda, miały miejsce wspomniane poważne transakcje. Tym niemniej
sam ruch polegający na wycofaniu z Polski - jak ma to miejsce w
przypadku Donga, czy też znacznym ograniczeniu zakresu
działalności w Polsce - jak ma to miejsce w przepadku Iberdroli, jest
znamienny i niepokojący. Obaj inwestorzy od wielu lat byli obecni w
Polsce, obaj odnosili na polskim rynku sukcesy. Dotykamy
tym sposobem czwartej płaszczyzny problemów, dotyczącej problemów
gospodarki światowej w ogólności.
Co z pozostałymi obszarami zawirowania, tj. opłacalnością OZE i finansowaniem inwestycji?
- Cena energii elektrycznej w Polsce obecnie spada. Powiązana jest ona
między innymi z sytuacją makroekonomiczną w naszym kraju - im mniejsza
produkcja przemysłowa, tym więcej energii można
nabyć na rynku. No i cena energii siłą rzeczy spada. To też zresztą
refleks sytuacji światowej. Co więcej, na skutek nadpodaży, spadają ceny
świadectw pochodzenia, czyli tak zwanych
zielonych certyfikatów, stanowiących drugie, obok środków uzyskiwanych
ze sprzedaży zielonej energii, źródło przychodów wytwórców OZE. Stan
nadpodaży był zresztą przez część
analityków prognozowany od dłuższego czasu.
Niezależnie od przyczyn opisanego stanu, opłacalność inwestycji OZE
spada, co wywołuje między innymi szczególną ostrożność banków, choć to
określenie eufemistyczne. Ostatnio widać - a
mówię to odwołując się do własnej praktyki oraz rozmów z inwestorami i
bankowcami - praktycznie wstrzymanie akcji kredytowej na inwestycje w
OZE.
Mówił Pan, że rząd może wesprzeć branżę w tym trudnym okresie. W jaki sposób?
- Rynkowi OZE niewątpliwie nie pomaga stan regulacyjnej niepewności.
Chodzi mi o przedłużające się, bodaj ponad dwuletnie konkretne prace nad
ustawą dedykowaną OZE w Polsce.
Czy obecna ustawa jest zła?
- O obecnej ustawie Prawo energetyczne w zakresie dotyczącym OZE mówi
się, iż należycie spełniła swoją funkcję, współkreując praktycznie od
zera całą gałąź przemysłu OZE w Polsce.
Tymczasem jednak pojawiają się nowe wyzwania i nowe możliwości.
Rozwijają się nowe dziedziny i sektory jak farmy wiatrowe na morzu czy
fotowoltaika. Zmienia się siła ekonomiczna
społeczeństwa, świadomość ekologiczna, europejskie otoczenie prawne.
Pewne rozwiązania i systemy wsparcia stają się zbyt drogie. A obecny
system wsparcia OZE jest kosztowny.
Dlaczego prace nad nowymi regulacjami trwają tak długo?
- Różne środowiska zainteresowane są różnymi kierunkami zmian przepisów.
Można na przykład mówić o grupie inwestorów posiadających już gotowe,
bądź też finalizowane projekty OZE.
Pojawia się pytanie, gdzie jest sensowny moment graniczny, czyli od
którego stadium inwestycja powinna być objęta nową regulacją, a do
którego dotychczasową.
To jedyna trudność?
- Na pewno nie jedyna. Dochodzi kwestia interesów podmiotów, które
poniosły i ponoszą znaczne wydatki na technologie współspalania biomasy i
pytanie, czy oraz w jakim zakresie powinny one
korzystać z systemu wsparcia. Prócz tego można mówić o planach i
potrzebie rozwoju energetyki drobnej rozproszonej i prosumenckiej. Na
wymienione rozbieżności nakłada się potrzeba
wypracowania jednolitego stanowiska przez resorty rządowe, a i tutaj
widać poważne różnice stanowisk. Dlatego nie może dziwić, że szef rządu
zaangażował się w tę palącą sprawę.
Skoro tyle problemów i sprzecznych interesów, to może rząd powinien zarzucić wspieranie OZE w Polsce?
- Pomijając tak elementarne uwarunkowania, jak na przykład ewentualne
zaduszenie dynamicznej branży przyczyniającej się do wzrostu PKB,
kierunek i potrzeba rozwoju OZE nie należy już
wyłącznie do polskich władz. Nasz kraj wiążą w tej dziedzinie poważne
zobowiązania wobec UE. Już teraz, wobec braku ustawy o OZE, Komisja
Europejska wytoczyła przeciwko Polsce sprawę do
Trybunału Sprawiedliwości. Jak zresztą wynika z przywoływanej wypowiedzi
premiera Donalda Tuska, rząd będzie dążył do szybkiego rozwiązania tej
sprawy poprzez możliwie rychłe
przeprowadzenie przez Parlament tak zwanego małego trójpaku
energetycznego, regulacji mającej na celu uczynienie zadość unijnym
wymogom. To jednak nadal nie jest regulacyjne "nowe rozdanie", na
które czeka branża. Z wypowiedzi premiera można wyczytać intencje i
zamysł, ale na konkrety trzeba jeszcze poczekać.
Czy są jakieś dobre informacje dla branży OZE?
- Widać coraz większe zainteresowanie inwestorów instalacjami
fotowoltaicznymi. Oczywiście, przyczyna zainteresowania leży przede
wszystkim w ogłaszanych dotychczas przez Ministerstwo
Gospodarki planach znacznego wsparcia dla tego rodzaju źródeł
wytwórczych. Słowa premiera zapewne ostudzą zapał inwestorów solarnych.
Nadal całe szczęście nie widać wieszczonej fali upadłości deweloperów
instalacji OZE, zwłaszcza tych mniejszych. Ogólnie jednak, niestety, w
branży panuje atmosfera może już nie
nerwowości i frustracji, ale zrezygnowanego wyczekiwania na rozwój
wypadków, w tym ruch rządzących.
Rozmawiał: Dariusz Ciepiela
www.wnp.pl
|