|
Kilkuset producentów biomasy na cele energetyczne protestuje we wtorek
przed ministerstwem gospodarki. Jak podkreślają, duże koncerny
energetyczne, które kupowały od nich biomasę zerwały umowy z powodu
sytuacji na rynku "zielonych certyfikatów".
Jak powiedział PAP jeden z organizatorów demonstracji, Piotr Kowalewski
ze stowarzyszenia Polska Biomasa, przez ostatnie lata koncerny namawiały
wręcz producentów peletów i brykietów z biomasy
do zwiększania produkcji. "Zwiększaliśmy ją, zaciągaliśmy kredyty,
mieliśmy wieloletnie umowy i leasingi na ich podstawie, braliśmy dotacje
z UE. Teraz okazało się, że wartość zielonych
certyfikatów spadła, a koncerny wycofały się z umów, rozwiązały je,
praktycznie z dnia na dzień" - mówił Kowalewski.
Jak podkreślał, producentom - głównie drobnym przedsiębiorcom,
prowadzącym jednoosobową działalność gospodarczą - grozi teraz
konieczność zwrotu wszystkich dotacji itp., bo w przeciwnym
wypadku grozi im komornik. "Czujemy się oszukani. A kiedy koncerny znów
będą potrzebowały biomasy, to nas już nie będzie, do tego czasu
padniemy. Wtedy będziemy ściągać biomasę np. z
Afryki" - mówił Kowalewski, podkreślając, że produkcja biomasy na cele
energetyczne to również tysiące miejsc pracy w Polsce.
Jak poinformowało PAP ministerstwo gospodarki, delegację protestujących
przedstawicieli Stowarzyszenia Biomasa Polska przyjął wiceminister
gospodarki Jerzy Pietrewicz. Na jego ręce złożona
została petycja, obie strony uzgodniły, że spotkają się w celu
szczegółowego omówienia sytuacji w sektorze biomasy - podało MG.
Od kilku tygodni polscy producenci biomasy alarmują, że koncerny
energetyczne zrywają z nimi umowy na dostawy biomasy, wykorzystywanej w
technologii współspalania. Zgodnie z polskim prawem,
każdy producent lub sprzedawca energii musi uzyskiwać pewien jej procent
ze źródeł odnawialnych i legitymować się świadectwami pochodzenia, tzw.
zielonymi certyfikatami. Jeżeli ich nie
posiada, może je kupić na rynku - na giełdzie bądź na podstawie umowy
dwustronnej. Natomiast, jeśli tego nie zrobi, musi zapłacić tzw. opłatę
zastępczą na rzecz NFOŚ.
W zamyśle twórców obowiązującego dziś systemu, "zielone certyfikaty"
miały być jedną z form wsparcia dla inwestujących w odnawialne źródła
energii (OZE), droższe niż konwencjonalne. Za
źródło odnawialne uznano również współspalanie biomasy z węglem w dużych
blokach energetycznych, za co również przysługują certyfikaty.
Ich rynkowa cena początkowo była porównywalna z wysokością opłaty
zastępczej - ok. 280 zł za MWh wyprodukowanej energii, jednak od wielu
miesięcy kurs "zielonych certyfikatów"
systematycznie spada. Dostarczane przez duże instalacje współspalania na
rynek świadectwa powodują nadpodaż, skutkującą spadkiem cen, ostatnio
nawet do poziomu poniżej 100 zł.
Tymczasem specjaliści wskazują, że gdy cena certyfikatów jest niższa od
ok. 140 zł, dodawanie biomasy do instalacji współspalania przestaje się w
ogóle opłacać, ponieważ ich sprzedaż
nie rekompensuje producentowi kosztów zakupu biomasy, która w
przeliczeniu na jednostkę energii jest ok. dwukrotnie droższa od węgla. W
związku z tym dużym instalacjom opłaca się ograniczyć
stosowanie biomasy i płacić opłatę zastępczą, co uderza w producentów
biomasy.
www.wnp.pl
|