– Przy istniejącym stanie niepewności, tak co do kształtu
ostatecznego systemu wsparcia dla OZE, jak i możliwego terminu jego
wejścia w życie, nikt nie ma dostatecznych podstaw, aby zobowiązać się
do zakupu energii z OZE i zielonych certyfikatów po określonych cenach w
dłuższym okresie. Obawy przy tym wzrastają, jeśli wziąć pod uwagą
rosnącą podaż certyfikatów i załamanie ich cen w ostatnim czasie. Jest
to duży problem dla deweloperów, ponieważ stabilny kontraktowy przychód
uzyskiwany na podstawie umów z wiarygodnym kontrahentem to jeden z
filarów finansowania – mówi mec. Bartłomiej Ziębiński z kancelarii CMS
Cameron McKenna. – Uzyskanie finansowania dla projektów OZE staje się w
ostatnim czasie bardzo trudne, o ile wręcz nie niemożliwe, także z tego
powodu – podkreśla.
Ziębiński zauważa, że ustabilizowanie cen i
podaży zielonych certyfikatów, bez czego sprzedawcy energii nie będą
chcieli podpisywać wieloletnich umów z inwestorami, może potrwać jeszcze
rok, jeżeli zmiany będą odkładane do tzw. dużego trójpaku
energetycznego. A takie plany mają posłowie, którzy problemem nie
zamierzają zajmować w ramach procedowanego już w Sejmie tzw. małego
trójpaku, czyli nowelizacji prawa energetycznego.
Brak nowych
inwestycji to jednak nie jedyny problem. Drugim może być fala bankructw
istniejących już wytwórców energii z OZE. W ciągu ostatniego roku cena
tzw. zielonych certyfikatów, czyli podstawowego źródła wsparcia
inwestycji w energetykę odnawialną, spadła o połowę. Dla producentów
oznaczałoby to spadek przychodów o ok. 20 proc. Jednak większość z nich
ma już podpisane kontrakty wieloletnie na sprzedaż certyfikatów po
starych, wyższych cenach. To zabezpieczenie dla części z nich może
jednak okazać się iluzoryczne.
– Z mojej analizy i rozmów z przedstawicielami banków wynika,
że generalnie te kontrakty zawierają zapisy pozwalające na renegocjacje
umów długoterminowych sprzedaży tzw. zielonych certyfikatów. Niektóre
umowy umożliwiają nawet wypowiedzenie w przypadku spadku cen
certyfikatów, z jakim mamy do czynienia obecnie. Ilość tych kontraktów
może stanowić do jednej trzeciej umów podpisanych w ostatnich latach –
ocenia mec. Christian Schnell z kancelarii DeBenedetti Majewski
Szcześniak.
W zeszłym tygodniu sejmowa podkomisja do spraw
energetyki zajmowała się omówieniem przyczyn nadpodaży i spadku cen
certyfikatów. Posłowie wraz z przedstawicielami branży mają zamiar
wrócić do tej rozmowy na kolejnym posiedzeniu podkomisji. W niedawnej
rozmowie z CIRE poseł Tomasz Nowak poinformował jednak, że z
rozwiązaniem problemu należy poczekać na tzw. duży trójpak energetyczny.
To oznacza, że w tym roku nie ma większych szans na zmiany, a branża,
która zainwestowała do tej pory przynajmniej kilkadziesiąt miliardów
złotych, powinna sobie radzić sama.
Na marginesie warto
odnotować, że tzw. ryzyko regulacyjne, spowodowane utrzymującą się
niepewnością prawną, znacznie w ostatnim okresie wzrosło. Wraz z nim
rośnie natomiast stopa zwrotu, jakiej oczekiwać będą inwestorzy,
zwłaszcza zagraniczni, kiedy ponownie zaczną rozwijać biznes OZE w
Polsce. To oznacza, że przedsiębiorcy będą oczekiwać wyższego wsparcia.
Kto za nie zapłaci? Jak zawsze odbiorcy energii.
www.cire.pl