Jakie jest pana zdaniem znaczenie gospodarcze istnienia zjawiska przepływów nieplanowych energii ograniczających możliwości importu energii elektrycznej z Niemiec do Polski i pogarszających warunki pracy KSE?
- Przepływy kołowe, czyli nieplanowane przypływy energii kosztują obecnie kilkadziesiąt milionów złotych rocznie i koszt ten będzie narastał w miarę rozbudowy odnawialnych źródeł energii na północy Niemiec. Dodatkowo, na skutek tych przepływów, następuje pogorszenie warunków pracy krajowego systemu elektroenergetycznego, co poprzez zwiększenie prawdopodobieństwa awarii również ma swój wymiar finansowy.
Z problemem przepływów nieplanowych energii Polska boryka się od lat. Dlaczego dotychczas nie udało się tych kwestii uporządkować?
- Dyskusje dotyczące przepływów kołowych mają miejsce od kilku lat, a zostały zintensyfikowane po styczniu 2008 roku, kiedy to znaczny przepływ energii z farm wiatrowych w Niemczech miał negatywny wpływ na polski system. Brałem w tych dyskusjach udział jako European Energy Coordinator i sporo zostało zrobione, jak na przykład wspólne szkolenia dyspozytorów, opracowanie procedur postępowania, a nawet testowania pomysłu tzw. counter flow, w którym przepływ z Niemiec do Polski byłby ograniczany poprzez przepływ w przeciwnym kierunku poprzez kraje skandynawskie.
Polski operator czynił i dalej czyni bardzo dużo, aby problem ten ograniczyć. Strona niemiecka nie była już tak aktywna w poszukiwaniu rozwiązania, ponieważ istniejąca sytuacja jest trudna dla nich do zmiany. Nie są w stanie w miarę szybko rozbudować sieci przesyłowej, tak aby niemiecki system mógł przyjąć całą energię z farm wiatrowych, a za wyłączenie farm wiatrowych operator niemiecki ponosi spore koszty.
PSE Operator chce rozwiązać problem przepływów nieplanowych. Jak rozumiem to jedną z opcji jest porozumienie z 50 Hertz sprowadzające się do zorganizowania pracy niemieckich elektrowni tak, aby możliwe było zwiększenie możliwości importu do Polski o 500 MW. Czy osiągnięcie tego porozumienia jest realne pana zdaniem?
- To są trochę dwie różne sprawy. Import jest przepływem planowanym, natomiast przepływy kołowe zdarzają się w sposób trudny do przewidzenia w dłuższym horyzoncie czasowym. Oczywiście ustalenie jakiejś kwoty przepływu i wykorzystanie jej później do przepływów poprawi trochę sytuację, ale nie rozwiąże problemu, tym bardziej, że dalej trwa intensywna rozbudowa farm wiatrowych.
Alternatywą dla porozumienia operatorskiego pozwalającego odblokować polsko-niemiecką granicę dla importu energii jest instalacja przesuwników fazowych traktowana przez PSE Operator jako ostateczność. Czy w razie braku porozumienia operatorskiego powinniśmy w końcu zainstalować te przesuwniki?
- Ja od dawna opowiadam się za instalacją przesuwników fazowych, ponieważ jest to jedyna realna opcja na ograniczenie przepływów kołowych. Komisja Europejska nie jest zadowolona z takich rozwiązań - przesuwniki fazowe zostały już zainstalowane na zachodniej granicy Niemiec - widząc w tym rozwiązaniu "renacjonalizację" wspólnego systemu elektroenergetycznego.
Z drugiej jednak strony Komisja niewiele robi, aby stworzyć skoordynowany europejski system wspierania i rozwoju odnawialnych źródeł (OZE) pozostawiając ten problem krajom członkowskim. Co więcej, coraz głośniejszy jest lobbing w Brukseli za wprowadzeniem obligatoryjnych kwot produkcji energii z OZE dla krajów członkowskich i wprowadzenie dużych kar za niewywiązywanie się z tego obowiązku. Propagowany jest system gwarancji pochodzenia (Guarantee of Origin) - rodzaj zielonego certyfikatu europejskiego - za pomocą którego kraje ubogie w źródła odnawialne mogłyby kupować taką energię w krajach, które mają nadmiar źródeł odnawialnych. Takie gwarancje pochodzenia byłyby środkiem transferu pieniędzy pomiędzy różnymi krajami. Kto byłby w tym rozwiązaniu "looser", a kto "winner" nie trudno przewidzieć.
Według ekspertów przepływy nieplanowe w naszej części Europy to pochodna rozwoju energetyki wiatrowej w Niemczech za którą nie nadążył rozwój niemieckich sieci przesyłowych i istnienia obszaru niemiecko-austriackiego, w którym zawierane są kontrakty handlowe nieuwzględniające faktycznych możliwości przesyłowych. Czy pana zdaniem można powiedzieć, że niemieckie OZE rozwinęły się częściowo kosztem Polski, Czech, czy Słowacji?
- W rozwoju OZE wkradło się dużo chaosu. Przyznaje to sama Komisja Europejska w komunikacie 271 z 6 czerwca 2012 roku. Wiele krajów członkowskich ogranicza wsparcie dla OZE, a w innych, jak w Polsce pojawia się możliwość znacznego spadku cen certyfikatów z powodu ich nadmiaru. Przyczyną tego chaosu jest brak skoordynowanych rozwiązań na poziomie europejskimi. Z jednej strony wyraża się troskę o rozwój OZE, a z drugiej niewiele czyni aby wprowadzić europejski system wparcia dla OZE. Mówi się dużo o solidarności europejskiej, a toleruje sytuację, w której jedne kraje próbują przerzucić koszty rozwoju OZE na inne. Jest to przejaw pewnego rodzaju hipokryzji w działaniach Unii Europejskiej, o ograniczenie której apelował premier Donald Tusk kilka dni temu na zjeździe Europejskiej Partii Ludowej w Bukareszcie. Miejmy nadzieję, że apel będzie choć trochę skuteczny.
WNP