Ustawa o OZE pisana na kolanie? (18 Jan 2012)
Projekt ustawy o OZE wygląda tak, jakby był pisany na kolanie, co nie wróży mu dobrze. Jeżeli ktoś tak długo przygotowywał projekt, to można oczekiwać lepszej jakości produktu. Ustawa może powstrzymać rozwój OZE - mówi Tomasz Chmal, partner w kancelarii White & Case W. Daniłowicz, W. Jurcewicz i Wspólnicy.
Jak pan ocenia projekt ustawy o odnawialnych źródłach energii (OZE)?

Jednym z celów ustawy o OZE jest wdrożenie dyrektywy 2009/28/WE. Dyrektywa powinna zostać wdrożona do 5 grudnia 2010 r. a więc mamy już ponad rok opóźnienia.

Projekt ustawy o OZE wygląda tak, jakby był pisany na kolanie, co nie wróży mu dobrze. Jeżeli ktoś tak długo przygotowywał projekt, to można oczekiwać lepszej jakości produktu. Czytaj też: Grupy energetyczne stracą miliony na ustawie o OZE

Rozumiem intencje projektodawcy ustawy o OZE. W Polsce, za sprawą wysokich cen zielonych certyfikatów i wysokiej opłaty zastępczej, mamy obecnie jedną z najdroższych energii z OZE w Europie. Dzięki temu mamy boom na inwestycje w farmy wiatrowe w Polsce. Proces zarządzania wydatkami na OZE nie jest w Polsce optymalny i promuje głównie duże źródła wiatrowe i biomasowe. Inne źródła, w tym mikroinstalacje, nie rozwinęły się. Pierwotną intencją regulacji europejskich było wspieranie energetyki odnawialnej, ale małej, lokalnej i rozproszonej. Rozwój OZE poszedł w zupełnie innym kierunku, okazało się, że ekonomia skali wygrywa i bardziej opłaca się budować wielkie farmy wiatrowe. Łatwiej zbudować instalacje o mocy 100 MW zamiast kilkuset czy nawet kilku tysięcy malutkich instalacji przydomowych.

Polski projektodawca próbuje wrócić do korzeni systemu wsparcia energetyki odnawialnej i wspierać to co małe, czyli mikroźródła, którym zamierza dawać większe wsparcie niż wielkim inwestorom. To pozytywna zmiana, która ma szansę doprowadzić do tego, że energia będzie wytwarzana jak najbliżej odbiorcy. To kierunek prosumencki. To duży zwrot w podejściu do energetyki odnawialnej. Zwrot pozytywny, ponieważ ma szansę pobudzić lokalne rolnictwo. Jak z każdą rewolucją jest z tym pewne ryzyko. Jest pytanie czy system wytrzyma - jak na to zareagują OSD, czy będą mikroźródła przyłączać do sieci.

Operatorzy mikroźródeł nie będą ponosili kosztów przyłączenia do sieci, mają też wiele innych zwolnień. To jest próba odzyskania przyczółków przez mikrogenerację lokalną w świecie zdominowanym przez duże podmioty energetyczne zajmujące się współspalaniem czy budową dużych farm wiatrowych. Jakość proponowanych regulacji jest jeszcze dość mizerna, można było to zrobić bardziej precyzyjnie.

Czy rozproszona energetyka nie będzie droższa niż większe źródła?

Efekt skali jest taki, że najbardziej opłaca się budować duże farmy składające się z wiatraków o mocy około 3 MW i bloki biomasowe o mocy blisko 100 MW. Jest pytanie kto najwięcej korzysta na takich inwestycjach. Jeżeli patrzeć na te inwestycje w krótkim horyzoncie czasowym, to jednostkowa cena energii rzeczywiście będzie niższa w przypadku wielkich źródeł. Jeżeli popatrzeć na efekt mnożnikowy, w tym możliwość rozwoju obszarów wiejskich i promowania małej generacji rozproszonej, to tu korzyści będą większe.

W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do energetyki skoncentrowanej, dużej, ale nie należy dyskryminować mniejszych źródeł, dajmy im szansę zaistnienia. Jest oczywiście pytanie o skalę szansy, czyli współczynniki korekcyjne, których jeszcze nie znamy. Mogą one zostać ustawione tak, że nie będzie się opłacało robić wiele i efekt w postaci rozwoju OZE nie zostanie osiągnięty. Nikt nie wie, na którym poziomie ukształtowania współczynnika on zadziała dobrze i wszyscy rzucą się do budowy małych instalacji, czy też zadziała tak, że małe instalacje nie powstaną a duże też nie, bo przestaną się opłacać. To największa słabość projektu ustawy. O ile można zrozumieć częściową dyskryminację dużych źródeł, to nie ma pewności, że małe źródła w dużej ilości będą szybko powstawać.

Co oznacza zniesienie obowiązku zakupu energii z OZE?

Skutki wprowadzenia tego przepisu mogą być bardzo różne. Można sobie założyć, że duży podmiot, jeśli jest profesjonalistą to sobie poradzi na rynku, więc utrzymywanie preferencji dla niego nie jest konieczne, tak jak w przypadku małych podmiotów.

Został utrzymany obowiązek odbioru przez OSD energii z OZE, ale obowiązek odbioru nie równa się obowiązkowi zakupu. Do tej pory w negocjacjach nad zakupem energii spółki obrotu były w gorszej sytuacji niż wytwórcy zielonej energii, teraz będą w nieco lepszej. Zniesienie obowiązku zakupu zielonej energii z pewnością utrudni negocjacje pomiędzy spółkami obrotu a wytwórcami, ale z pewnością duży z dużym będzie musiał się dogadywać.

Nie bardzo rozumiem nowy sposób wyliczenia opłaty zastępczej - od jednostkowej opłaty w wysokości 470 złotych odejmuje się średnią cenę energii elektrycznej. W sytuacji wzrostu ceny energii elektrycznej opłata zastępcza będzie maleć. Można nawet powiedzieć, że będzie dążyć do zera w przypadku, gdyby średnia cena sprzedaży energii ukształtowała się na poziomie 470 zł. Nie jestem pewien, czy taka była intencja projektodawców, aby opłatę zastępczą ustawić degresywnie. Może się okazać, że mając dobre intencje nie będziemy promować małych źródeł.

Jak pan ocenia pomysł ograniczenia wsparcia OZE do 15 lat?

Określenie okresu wsparcia na 15 lat oceniam dobrze, do tej pory wsparcie dla OZE obowiązywało do roku 2017. Coś, co się da sfinansować w okresie 15 lat będzie budowane, a co się nie da, to nie będzie budowane.

Obawiam się jednak zmiany współczynników korekcyjnych w trakcie 15 letniego okresu. To może negatywnie wpływać na finansowy model projektu. W współczynniki mogą przecież zmienić się zarówno w dół i w górę. W tym drugim przypadku, ten który podejmie decyzję inwestycyjną przy niższym współczynniku może po pewnym czasie okazać się mniej konkurencyjny w stosunku do tego, który będzie budował na nowych/lepszych warunkach.

Mam nadzieję, że gdy się ustali współczynnik na 15 lat, to będzie obowiązywał przez cały ten okres. Jeżeli wprowadzi się korekty w stosunku do instalacji już funkcjonujących, to żadne inwestycje mogą nie powstać, ponieważ nikt nie będzie chciał przyjąć na siebie ryzyka obawiając się, że za chwilę rozporządzenie ministra gospodarki zmieni mu współczynnik i finansowy sens inwestycji zostanie podważony. I dla bezpieczeństwa nie zdecyduje się na podjęcie decyzji inwestycyjnej. 15 lat to dobry okres wsparcia pod warunkiem, że wsparcie będzie jest pewne, a nie, gdy może się w tym okresie 2-3 razy zmienić.

Czy ograniczenie okresu wsparcia do 15 lat i zniesienie obowiązku zakupu zielonej energii nie powstrzymają rozwoju OZE?

Może tak być. Warto pamiętać, że na razie mówimy o projekcie ustawy, który podlega konsultacjom społecznym. Więc to może się zmienić.
Istnieją dwa lobby związane z OZE: rolnicze i wiatrowe, które ze sobą się ścierają. Patrząc na projekt ustawy można odnieść wrażenie, że jest trochę niezrozumienia. Jedni i drudzy okopują się na swoich pozycjach i uważają, że tylko oni mają rację. Trzeba wypracować taki model, który dopuści pewną dywersyfikację źródeł i będzie promował mniejsze źródła. Model powinien zapewnić powstawanie mniejszych źródeł, ale jednocześnie nie powinien ograniczać dużych podmiotów, które są bardziej efektywne.

Kiedy ustawa o OZE może wejść w życie?

Dobrze byłoby ustawić termin wejścia w życie np. na 1 stycznia 2013 r., nie wierzę, że ustawa może wejść w życie np. w połowie 2012 r. Nie ma dużo czasu, zapewne KE rozpocznie postępowanie przeciwko Polsce z powodu niewdrożenia dyrektywy.

Lepiej zrobić coś dobrego, nawet jeżeli będzie to wymagało trochę więcej potu i łez. W interesie państwa jest, żeby opłaty na OZE były niższe, żeby konsumenci nie musieli płacić zbyt dużo za energię, ale żeby jednocześnie zostały wykonane obowiązki, jakie przyjęliśmy. To, czy one będą wykonane w małych i średnich źródłach czy w dużych, jest o tyle ważne, że małe bardziej promują wspólnoty lokalne i mniejszy biznes.

WNP