|
- Zatrudnienie w urzędzie pasjonata odnawialnych źródeł energii naprawdę się opłaca - uważa Katarzyna Sobótka-Demianowska, ekspert z Mazowieckiej Agencji Energetycznej.
Czy są potrzebne jakieś zmiany np. w prawie, żeby samorządy chętniej sięgały po zieloną energię?
Katarzyna Sobótka-Demianowska, ekspert z Mazowieckiej Agencji Energetycznej: Samorządowe inwestycje w odnawialne źródła energii (OZE) tak naprawdę nie zależą od ułatwień prawnych czy proceduralnych, tylko od pasji osób zaangażowanych w tego rodzaju przedsięwzięcia. Oczywiście ważny jest też system wsparcia, fundusze dotacyjne, ale żeby na terenie gminy powstała inwestycja wykorzystująca zieloną energię, w urzędzie musi być zatrudniony pasjonat, który taki projekt poprowadzi.
Te samorządy, które już postawiły na OZE, potwierdzają, że mają dobrych specjalistów. Często wystarczy jedna osoba, która się tym interesuje, pyta jakie są możliwości dofinansowania, bo wie, że z wykorzystania OZE płyną korzyści dla mieszkańców i samorządu.
Opłaca się zatrudnić takiego pasjonata?
- Zdecydowanie tak, a korzyści można rozpatrywać w dwóch aspektach: ekonomicznym i społecznym. Jeden z wójtów powiedział mi, że taka osoba zarabia na siebie i koszt jej zatrudnienia zwraca się pięciokrotnie dzięki projektom, które realizuje.
Odpowiednie źródło energii przy odpowiednim poziomie wsparcia opłaca się pod względem ekonomicznym.
Do tego dochodzą również kwestie społeczne - lepszy wizerunek wójta, który ściąga inwestorów, tworzy nowe miejsca pracy, jest zainteresowany mieszkańcami, którzy czują, że mają dobrego gospodarza.
W Polsce udział energii z odnawialnych źródeł wynosi około 9 proc. Jak Pani ocenia wkład i zaangażowanie samorządów w tego rodzaju przedsięwzięcia?
- Różnie. Są pasjonaci, jak gmina Kisielice, która spośród mniejszych gmin jest dla mnie wzorem inwestowania w odnawialne źródła energii. Ale jest też grupa ludzi, która jest niereformowalna.
Mazowiecka Agencja Energetyczna wysłała w zeszłym roku do wszystkich gmin w województwie pisma z informacją, że można korzystać z usług agencji, która udziela porad, konsultacji, może stworzyć gminie plan zaopatrzenia w energię. Tylko 15 proc. jst było zainteresowanych. A posiadanie takich planów to przecież ustawowy obowiązek, z tym że nie określono do kiedy trzeba go spełnić i nie ma określonych sankcji.
Program "Biogazownia w każdej gminie" jest realny?
- Proszę nie traktować tego aż tak dosłownie.
Nie każda gmina ma potencjał do tego, żeby zlokalizować u siebie biogazownię - może nie mieć potrzebnego substratu lub jego transport może być nieopłacalny. Ideą tego programu jest to, żeby łącznie w Polsce było 2 tys. biogazowi do roku 2020 r. Jest to wysoka poprzeczka, ale jeżeli powstanie 200 biogazowni, to i tak będzie duży sukces. Zadaniem gmin jest stworzenie warunków dla inwestorów, ale problemem jest obecnie słaby system wsparcia. System certyfi katów kończy się za kilka lat i nie ma żadnej informacji co dalej.
A inwestor chce to wiedzieć.
WNP
|