|
Dzięki postępowi technologicznemu w ciągu kilkunastu lat czysta energia z farm wiatrowych i instalacji słonecznych będzie mogła na rynkowych zasadach konkurować z energią ze źródeł konwencjonalnych – przewidują eksperci Boston Consulting Group. Wymaga to jednak podjęcia odpowiednich działań zarówno przez koncerny energetyczne, jak i przez rządy.
Czy do zielonej energii zawsze trzeba będzie dopłacać? Eksperci zespołu energetycznego Boston Consulting Group przeprowadzili analizę trzech jej źródeł, z którymi europejski rynek energii wiąże duże nadzieje: technologii czystego węgla, umożliwiającej wychwytywanie i składowanie CO2, farmom wiatrowym i elektrowniom słonecznym. Postanowili sprawdzić, czy zielona energia w ciągu najbliższych lat ma szansę zacząć swobodnie konkurować z energią pozyskiwaną ze źródeł konwencjonalnych. Wnioski, do których doszli, mogą być cenną wskazówką dla firm energetycznych, które podejmują strategiczne decyzje inwestycyjne i na coraz szerszą skalę uwzględniają inwestycje w energetykę odnawialna w swoich planach rozwojowych. Ale równie interesujące mogą się one okazać dla rządu, który - zgodnie ze zobowiązaniami wobec Komisji Europejskiej w pakiecie klimatyczno-energetycznym -musi zapewnić, że do 2020 r. 15 proc. wytwarzanej w Polsce energii elektrycznej będzie pochodzić ze źródeł odnawialnych.
Wiatr napędzi rynek
Eksperci BCG największy potencjał widzą w farmach wiatrowych, które w ostatnim czasie w Polsce mocno się rozwijały. Tylko w ubiegłym roku moc wytwórcza takich elektrowni wiatrowych zwiększyła się o ponad połowę sięgając, zgodnie z danymi Urzędu Regulacji Energetyki, 1095 MW. Wiatr to jedno z najpotężniejszych źródeł energii na świecie: gdybyśmy byli w stanie w pełni wykorzystać jego moc, ilość wyprodukowanej energii czterokrotnie przewyższyłaby globalną konsumpcję. Już teraz średni koszt jej produkcji w lądowych farmach wiatrowych jest porównywalny do tej wytwarzanej ze źródeł konwencjonalnych i kształtuje się na poziomie ok. 0,10 dolara za kilowatogodzinę. W ciągu najbliższych 5 lat spadnie o dalsze 15 proc. Co hamuje rozwój farm wiatrowych? Bariery są na całym świecie podobne: uciążliwe i czasochłonne procedury administracyjne oraz wysokie koszty przyłączenia farm do sieci elektroenergetycznych. W 2009 r. w Stanach Zjednoczonych budowa farm o mocy blisko 300 gigawatów była "zamrożona", bo inwestorzy czekali na zgody na przyłączenie do ogólnej sieci. Dodatkową, poważną słabością instalacji wiatrowych jest nieprzewidywalność generowanej przez nie mocy. Bo kiedy wiatr nie wieje, energii z wiatraków nie ma, a przecież firmy i gospodarstwa domowe bezustannie jej potrzebują. Dlatego nawet największe farmy muszą być wspierane energią ze źródeł konwencjonalnych.
Zdecydowanie trudniejszą przyszłość mają przed sobą morskie farmy wiatrowe, które - w ocenie ekspertów Boston Consulting Group w ciągu 10 lat mają szansę działać jedynie przy wsparciu środków publicznych. W najbardziej optymistycznym scenariuszu koszt wytworzenia energii na farmach wiatrowych spadnie w ciągu najbliższych 10 lat o połowę, do 0,12-0,13 dolara za kilowatogodzinę, a to oznacza, że wciąż będzie ona relatywnie droga. Dla kogo morskie farmy wiatrowe mogą być atrakcyjne? Na duże instalacje morskie zdecydują się głównie te kraje, które nie są w stanie sprostać ambitnym celom ograniczenia emisji CO2 przy wykorzystaniu innych źródeł. W takiej sytuacji znajdują się chociażby Niemcy, gdzie niemal całe wybrzeże Morza Północnego i Bałtyckiego zajmują parki narodowe, więc postawienie tam wiatraków na lądzie nie jest możliwe. Podobnie jest w Wielkiej Brytanii, która dzięki morskim elektrowniom wiatrowym zamierza do 2020 r. otrzymywać od 13 do 20 gigawatów energii elektrycznej.
Słońce coraz tańsze
Czy mamy szansę równie skutecznie wykorzystać drugie potężne źródło energii, czyli światło słoneczne? Chociaż w Polsce znaczenie instalacji fotowoltaicznych jest cały czas znikome (z danych Urzędu Regulacji Energetyki wynika, że jest to na razie ok. 0,012 MW) to na świecie przeżywają one rozkwit. W ciągu ostatnich pięciu lat ich potencjał energetyczny rósł średnio o 46 proc. rocznie i z 1,1 gigawata w 2004 r. zwiększył się do 7,3 gigawatów w 2009 r. Prawie dwie trzecie energii pochodzi z małych, często prywatnych instalacji, zaspokajających potrzeby indywidualnych odbiorców. Za sprawą rządowych subwencji fotowoltaika rozkwitła w Czechach, gdzie montaż paneli słonecznych oferuje już kilkaset firm. Czeskie rodziny masowo montują panele na dachach swoich domów, bo rząd w Pradze nałożył na przedsiębiorstwa energetyczne obowiązek skupywania energii elektrycznej wyprodukowanej z instalacji słonecznych po wysokich cenach. Bez publicznego wsparcia energia słoneczna jest jednak mało konkurencyjna, bo koszty jej wytwarzania wahają się między 0,22 a 0,26 dolara za kilowatogodzinę. Energia ze źródeł konwencjonalnych jest o ponad połowę tańsza.
Eksperci BCG nie mają jednak wątpliwości, że w perspektywie najbliższych kilku lat energia słoneczna będzie coraz bardziej konkurencyjna, a do 2015 r. koszt jej produkcji obniży się o ok. 50 proc. Co o tym zadecyduje? Przede wszystkim rosnąca efektywność przetwarzania światła w energię. Teraz najbardziej zaawansowane technologicznie panele fotowoltaiczne są w stanie wykorzystać 19-20 proc. światła słonecznego, natomiast w ocenie autorów raportu w ciągu pięciu lat ich efektywność wzrośnie do ok. 25 proc. Równolegle pojawią się efekty skali produkcji oraz przenoszenia jej do krajów, w których koszty pracy są niższe. Jeden z liderów branży produkującej panele słoneczne zapowiedział już, że do 2012 r. zamierza zwiększyć produkcję o 250 proc. Zdaniem ekspertów BCG podwojenie produkcji pozwoli obniżyć koszty o ok. 20 proc., a przenoszenie produkcji do tańszych państw -o dalsze 10-25 proc.
W Polsce największą przeszkodą rozwoju energetyki słonecznej okazują się trudności związane z podłączeniem instalacji fotowoltaicznych do sieci elektroenergetycznej. Chodzi przede wszystkim o czasochłonne i drogie procedury związane z uzyskaniem koncesji, pozwoleń na budowę i przyłączeniem do sieci. Natomiast krokiem potencjalnie wspierającym przyszły rozwój energetyki słonecznej są subwencje dostępne w ramach Narodowego i wojewódzkich Funduszy Ochrony Środowiska oraz Regionalnych Programów Operacyjnych.
Na czysty węgiel trzeba poczekać
Zarówno Komisja Europejska jak i koncerny energetyczne spore nadzieje pokładają w technologii CCS (Carbon Capture&Storage), która pozwala na wychwytywanie i magazynowanie dwutlenku węgla. To pozwoliłoby zredukować ilość CO2 emitowanego do atmosfery przez elektrownie konwencjonalne, bazujące na węglu kamiennym czy brunatnym. Na razie jednak nadziei jest więcej niż twardych danych, które potwierdzałyby opłacalność tej technologii. Pierwsze realizowane w Europie projekty pilotażowe dopiero pokażą, czy CCS w ogóle ma szansę działać na skalę przemysłową. Wątpliwości dotyczą nie tylko samego procesu wychwytywania dwutlenku węgla, ale przede wszystkim jego późniejszego przechowywania. Żadna z dotychczasowych propozycji - składowania CO2 w wyeksploatowanych polach naftowych, terenach kopalnianych czy nawet na dnie oceanów - nie została jeszcze przetestowana w praktyce. Sam transport gigantycznych ilości dwutlenku węgla do miejsc składowania to ogromne wyzwanie logistyczne, które może znacznie podwyższyć koszt produkcji energii. W ciągu najbliższych 10 lat technologia CCS wyjdzie co najwyżej poza fazę testową, natomiast jej szerokie zastosowanie to perspektywa więcej niż jednej dekady.
Dopłacać czy nie?
Nie ma wątpliwości, że jeszcze przez dziesięciolecia ropa naftowa, węgiel i gaz pozostaną najważniejszymi źródłami zaspokajającymi nasze zapotrzebowanie na energię. Ale jednocześnie coraz wyraźniej widać, że źródła alternatywne już wkrótce mogą zacząć z nimi konkurować na rynkowych warunkach. Co z tego wynika? W ciągu kilkunastu lat część instalacji produkujących zieloną energię albo nie będzie wcale wymagała wsparcia ze środków publicznych, albo skala tego wsparcia będzie mogła zostać znacznie ograniczona. Wiemy też coraz lepiej, jakie bariery musimy pokonać, żeby energetyka wiatrowa i słoneczna mogły się dynamicznie rozwijać. To wiedza niezwykle istotna nie tylko dla koncernów energetycznych, ale także dla rządu, który wspiera finansowo większość inwestycji. Strategia wsparcia przez rząd powinna mieć inny charakter w stosunku do instalacji, które w perspektywie kilku lat mają szansę konkurować z konwencjonalnymi źródłami energii, a inny wobec projektów, które jeszcze przez długi czas nie będą funkcjonować na zasadach rynkowych. Żeby to wsparcie zracjonalizować, ministerstwo jest gotowe nawet zaryzykować starcie z Komisją Europejską, która może ukarać nasz kraj za opóźnienia we drożeniu dyrektywy o odnawialnych źródłach energii.
Energia odnawialna bez wątpienia będzie się rozwijać i jest wysoce prawdopodobne, że już w perspektywie kilku lat inwestycje traktowane dziś jako alternatywne okażą się opłacalne. Jak przygotować się do wykorzystania związanych z tym szans biznesowych? Oczywiście nie ma uniwersalnej ścieżki, która gwarantowałaby sukces. Każda firma działająca na tym rynku powinna sobie zadać szereg pytań, które pozwolą określić potencjał oraz możliwości jego zrealizowania. Czy przyjęta strategia zakłada agresywne poszukiwanie szans biznesowych, czy stawia firmę w roli naśladowcy, dostosowującego się do rynku? Czy firma jest w stanie w pełni wykorzystać efekty skali i postęp technologiczny? Czy zaplanowane inwestycje są optymalne pod względem przyszłych kosztów i inwestycji oraz perspektyw rozwoju poszczególnych źródeł energii? Rynek energii czekają ogromne zmiany, a skala jego rozwoju i opłacalność źródeł alternatywnych będzie zależała od zmian regulacyjnych, subwencji rządowych oraz przyszłych kosztów emisji dwutlenku węgla. Przedsiębiorstwa energetyczne powinny już teraz przeanalizować różne scenariusze rozwoju rynku, opracować adekwatne do tych scenariuszy plany działania i przygotować się do ich realizacji.
WNP
|