|
W 2020 roku, zgodnie z unijną dyrektywą 2009/28/EC, w Polsce udział energii odnawialnej w zużyciu energii brutto powinien wynosić 15%. Aby wypełnić ten cel niezbędne są odpowiednie regulacje prawne, jednak termin transpozycji unijnych przepisów do prawa krajowego upłynął 5 grudnia ubiegłego roku. Co do tej pory udało nam się osiągnąć?
- W listopadzie 2009 roku mój zespół został poproszony przez Ministerstwo Gospodarki o opracowanie raportu, który miał wskazać resortowi gospodarki to, co trzeba zmienić w polskim prawodawstwie, a co już zostało wprowadzone z unijnej dyrektywy. Patrząc na ten raport sprzed półtora roku można powiedzieć, że niewiele się zmieniło - wyjaśniał Igor Muszyński z kancelarii Chadbourne & Parke LLP, podczas konferencji "Rynek Energetyki Wiatrowej w Polsce".
Na samym początku powinny zostać jasno określone środki dojścia do 15-procentowego celu.
- Unia Europejska nie narzuca środków realizacji dyrektywy, a jedynie cel. Jak do tego celu każdy kraj członkowski dojdzie to jego własna sprawa. Wynika to z uwarunkowań prawnych, kulturowych, czasami historycznych poszczególnych krajów. W Polsce na dzień dzisiejszy nie opracowano żadnych nowych instrumentów, które by gwarantowały, że w roku 2020 cel ten osiągniemy. Trzeba tak ukształtować przepisy, które są instrumentami np. makroekonomicznymi jak ulgi podatkowe, które zachęcają do określonych zachowań gospodarczych - mówił Igor Muszyński.
Unia Europejska w dyrektywie wskazała możliwość optymalnego wprowadzenia środków współpracy z innymi państwami UE, które mogą pomóc w realizacji celu.
- Oznacza to, że jeśli dany kraj ma takie uwarunkowania klimatyczne i geograficzne, które utrudniają mu produkcję energii z odnawialnych źródeł, to może porozumieć się z innym krajem, który ma jej nadmiar, mogą cel zrealizować wspólnie. W Polsce brak jest takiej transpozycji - tłumaczył dalej Muszyński.
Zgodnie z wymogami dyrektywy każdy kraj członkowski powinien opracować krajowy plan działania w zakresie OZE.
- To udało nam się zrobić. Co prawda z opóźnieniem, ale jest - wyliczał Muszyński.
Dyrektywa wymaga także, aby usuwać bariery o charakterze administracyjnym. Trzeba ułatwić procedury administracyjne mające zastosowanie w rozwoju energii odnawialnej, np. określić inwestycje w OZE celem publicznym.
- Musimy zdać sobie sprawę z tego, że UE nie daje szczegółowych wytycznych, tylko ogólne zalecenia: usuwaj, ułatwiaj, zachęcaj. Realizacja dyrektywy polega na tym, aby dokonać konkretnych zmian w systemie prawnym, które ułatwią i uproszczą proces inwestycyjny w zakresie OZE - wyjaśniał Muszyński.
Zdaniem eksperta, aby stwierdzić, że ta część dyrektywy została spełniona trzeba zwrócić uwagę na efekty wprowadzonych zmian.
- Jeżeli się okaże że wykorzystanie energii odnawialnej przyrasta szybciej niż przed danymi zmianami oznacza to, że faktycznie zostało to ułatwione. Testem na implementację będzie także wskazanie różnic w procesie uzyskiwania pozwoleń do uruchamiania inwestycji w energię odnawialną w stosunku do inwestycji w energię nieodnawialną. Jeżeli okaże się, że OZE ułatwień ma niewiele będą zastrzeżenia, że dyrektywa nie została w należyty sposób zaimplementowana, ponieważ brak jest widocznych różnic - mówił Muszyński.
Unijna dyrektywa wprowadza także elektroniczną gwarancję pochodzenia energii z odnawialnych źródeł (elektrycznej, cieplnej, czy też stosowanej do chłodzenia).
- To nie to samo co system certyfikatów, który służy do rozliczenia konkretnego obowiązku prawnego. Gwarancja pochodzenia, którego wymaga dyrektywa, jest natomiast informacją udostępnianą odbiorcy, by wiedział ile z tego, co kupuje stanowi energia odnawialna. To ważne dla osób, które chcą wybierać programy wspierające energetykę odnawialną - tłumaczył Muszyński.
Kolejnym punktem dyrektywy, którego do tej pory w Polsce nie udało się wypełnić i będzie dla nas dużym wyzwaniem, jest przystosowanie systemu elektroenergetycznego do rozwoju źródeł odnawialnych przez tworzenie infrastruktury oraz autoryzacji procesu rozwoju sieci. Tworzenie zachęt do budowania sieci inteligentnych i obiektów magazynowania energii.
- To taki sam instrument jak w przypadku usuwania barier administracyjnych dla OZE. Nie ma konkretnego lekarstwa. Musimy sami postawić sobie diagnozę i sami zaaplikować terapię. Efekt ma być taki, że sieć elektroenergetyczna ma ulec wzmocnieniu na tyle, aby móc przyjąć energię ze źródeł odnawialnych - wyjaśniał ekspert z kancelarii Chadbourne & Parke LLP.
Zgodnie z dyrektywą OSP i OSD mają zagwarantować przesył i dystrybucję energii elektrycznej z OZE, dostęp do sieci dla energii z odnawialnych źródeł musi być priorytetowy lub gwarantowany.
- Na dzień dzisiejszy nie ma żadnego systemu zachęt. Praktyka idzie pod prąd. Coraz częściej pojawiają się propozycje umów przyłączeniowych, w których jasno mówi się, że np. farma wiatrowa zostanie przyłączona do sieci , jednak bez gwarancji wyprowadzenia pełnej mocy. Powinno być odwrotnie - mówił Muszyński.
W Polsce brakuje również transpozycji gwarantujących rozsądny orientacyjny harmonogram dla każdego przyłączania do sieci.
- Termin transpozycji dyrektywy upłynął 5 grudnia 2010 roku. Obecnie Ministerstwo Gospodarki pracuje nad ustawą o OZE, która ma implementować dyrektywę 2009/28. Natomiast Unia Europejska pracuje już nad opracowaniem ścieżki dojścia do energetyki bez emisji CO2 do roku 2050. Nie przyjęliśmy jeszcze poprzednich zmian, a już szykują się nowe. Kiedy uda nam się przystosować polskie prawo? Niestety wybory blokują procedurę legislacyjną, w związku z tym pierwsza inicjatywa ustawodawcza może pojawić się po ukonstytuowaniu się nowego parlamentu, czyli na przełomie listopada i grudnia - podsumował Igor Muszyński.
WNP
|