Izba Gospodarki Odpadami: obecne prawo nie przeszkadza w budowie spalarni (14 Feb 2011)
Żeby zapewnić paliwo dla spalarni odpadów trzeba podnieść tzw. opłatę marszałkowską na tak wysoki poziom, aby bardziej opłacało się wywozić śmieci do spalarni niż na wysypisko. Wtedy będzie decydował instrument finansowy a nie przymus prawny - powiedział portalowi wnp.pl wiceprzewodniczący Polskiej Izby Gospodarki Odpadami, Michał Dąbrowski.
Budowa zakładów termicznego przekształcania odpadów komunalnych - popularnie nazywanych spalarniami - to jeden z najważniejszych warunków, które Polska musi spełnić, aby sprostać unijnym wymogom dotyczącym gospodarki odpadami.

Do najważniejszych kwestii dotyczących działania zakładów termicznej utylizacji należy zapewnienie im wystarczającej ilości paliwa, czyli samych śmieci. Pomóc ma w tym reforma zakładająca uporządkowanie gospodarki odpadami komunalnymi. W myśl jej zapisów, zarządzanie śmieciami zostanie przekazane gminom. Nowe przepisy mają przede wszystkim ukrócić szarą strefę, przez którą odpady, zamiast na wysypisko, często trafiały do lasu. Do tego mają pozwolić samorządom na wyegzekwowanie od firm odbierających śmieci ich dostarczenie do spalarni.

Jednak prace nad stosowną ustawą wciąż trwają w parlamencie. Pierwotnie nowe prawo miało wejść w życie od stycznia 2011 r. Ostatnie zapowiedzi resortu środowiska mówią o marcu tego roku. Jednak coraz częściej z ust ekspertów można usłyszeć, że ten termin jest nierealny i trzeba będzie jeszcze poczekać co najmniej do czerwca. Tymczasem legislacyjna niepewność nie jest zachęcająca dla potencjalnych inwestorów.

- Naszym zdaniem, prawo należy tak nowelizować, żeby zmiany leczyły przyczyny niedomagań systemu gospodarki odpadami, a nie skutki. Natomiast nowa ustawa walczy ze skutkami, pozostawiając przyczyny. Główną przyczyną niedomagania systemu gospodarki odpadami w Polsce jest akceptacja dla nierespektowania prawa - łamania go przez przedsiębiorców i samorządy. Powinna być prowadzona ostra kontrola w stosunku do tych, którzy nie przestrzegają prawa - powiedział Dąbrowski.

- Tymczasem wywożenie śmieci do lasu jest traktowanie przez urzędy państwowe jako "znikoma szkodliwość czynu". Nagminnym zjawiskiem jest udzielanie pozwoleń na instalacje, które w praktyce nie spełniają swoich zadań; nikt nie chce też sprawdzać, czy śmieci są legalnie sortowane i przeładowywane. Państwo przyzwala na tworzenie szarej strefy, z którą później chce walczyć. Prawo musi przede wszystkim zapewnić nieuchronność wysokich kar dla tych, którzy je naruszają. Natomiast nowe prawo próbuje rozwiązać problem logistyki odpadów, który już jest rozwiązany - dodał.

Dąbrowski zaznaczył, że minister środowiska nie przedstawił mapy drogowej dochodzenia do spodziewanych efektów nowych przepisów. Dlatego zapowiadane wejście nowego prawa w marcu jest nierealne.

- Kolejne państwa zaczynają odchodzić od podatku śmieciowego i dostrzegają w gospodarce rynkowej - regulowanej oczywiście przez państwo - walor. Natomiast w Polsce chcemy wprowadzić system nakazowo-rozdzielczy, jaki obowiązuje w służbie zdrowia. W przypadku nowej ustawy stoimy na stanowisku, że władztwo nad odpadami powinno należeć do gmin, ale jednocześnie śmieci nie powinny być ich własnością - podkreślił.

- Oznacza to, że gmina powinna być wyposażona w prawo do zdecydowania, gdzie dana firma wywozi odpady do unieszkodliwiania i odzysku, w tym spalenia. Żeby zapewnić paliwo dla spalarni odpadów trzeba podnieść tzw. opłatę marszałkowską na tak wysoki poziom, aby bardziej opłacało się wywozić śmieci do spalarni niż na wysypisko. Wtedy będzie decydował instrument finansowy a nie przymus prawny - wyjaśnił.

Dodał, że obecnie na wysypiska trafia 78 proc. odpadów. Pozostała część jest przeznaczana do odzysku w tym recyklingu.

- W 2013 r. nie będzie można wywieźć na składowisko odpadów o kaloryczności powyżej 6 MJ/kg. Nie będziemy musieli płacić kar nałożonych przez Unię Europejską. Trzeba tylko zbudować odpowiednie instalacje, w tym spalarnie, i napełnić je odpadami. A trafią one tam, gdy wysypiska będą drogie. Podatek śmieciowy nie może służyć do tłumaczenia niedowładu niektórych miast w zakresie gospodarki odpadami - podsumował Dąbrowski.

Szanse na rozpoczęcie realizacji w tym roku mają projekty zakładów, które powstaną w z wykorzystaniem unijnych środków. Będą to spalarnie w Krakowie, Bydgoszczy, Szczecinie i Koninie. Ich łączny koszt to ok. 1,7 mld zł, z czego unijne dofinansowanie z Programu Operacyjnego Infrastruktura i Środowisko wyniesie ok. 800 mln zł.

Kolejne cztery zakłady - w Poznaniu, Koszalinie, Łodzi i Górnośląskim Związku Metropolitalnym - mogą powstać w ramach pionierskiej formuły, łączącej partnerstwo publiczno-prywatne i wykorzystanie środków unijnych. Łączny koszt tych inwestycji wynosi około 4,4 mld zł, a dotacja unijna może sięgnąć ponad 1,5 mld zł. Poszukiwania prywatnych partnerów dla tych inwestycji mogą rozpocząć się już w pierwszym półroczu 2011 r.

WNP