|
- Być może nowy system zaboli właścicieli zamortyzowanych instalacji w energetyce odnawialnej, w tym farm wiatrowych stosujących używane turbiny o niewielkiej wartości początkowej, ale będzie on oznaczał znaczącą ulgę dla odbiorców energii - mówi Joanna Strzelec-Łobodzińska, wiceminister gospodarki.
Zmiany w systemie wsparcia produkcji energii elektrycznej z odnawialnych źródeł energii zapowiedziała Pani już kilka miesięcy temu. Jaka jest przyczyna tego, że w ogóle zaczęliście nad tymi zmianami pracować?
- Nowe regulacje dotyczące odnawialnych źródeł energii muszą być wprowadzone, a wynika to z unijnej dyrektywy w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych. Natomiast zaczęliśmy pracować nad zmianami w obecnym systemie wsparcia produkcji energii z odnawialnych źródeł, bo chcemy ten system zoptymalizować z punktu widzenia obciążeń finalnych dla odbiorców energii.
W chwili obecnej, w opinii Ministerstwa Gospodarki, system nie jest optymalny, bo na przykład jednakowo są wspierane niewielkie elektrownie wodne i duże obiekty - na przykład elektrownia wodna we Włocławku.
W przypadku nowych małych elektrowni wodnych obecny system oznacza, że inwestycje w te źródła są na granicy opłacalności, a w przypadku zamortyzowanej elektrowni we Włocławku to jest czysty zysk. Zależy nam też na tym, żeby system wsparcia pobudzał inwestycje w te technologie produkcji energii ze źródeł odnawialnych, których potencjał jest najbardziej obiecujący w Polsce.
W takim razie na czym konkretnie mają polegać zmiany systemu wsparcia produkcji energii z OZE?
- Teraz, niezależnie od rodzaju źródła energii odnawialnej, poziom dopłaty do jednostki wyprodukowanej energii jest taki sam. Postanowiliśmy zmodyfikować system wprowadzając trzy kryteria dla wysokości przyznawanego poziomu wsparcia. Ilość przyznawanych zielonych certyfikatów na jednostkę wyprodukowanej energii będzie zależała od nośnika energii odnawialnej, czyli od tego, czy to będzie wiatr, czy na przykład biomasa, a więc w praktyce od technologii produkcji.
Po drugie wsparcie będzie zależało od wielkości źródła, czyli zainstalowanej mocy. Zależność będzie taka, że im większą moc będzie miało źródło, tym mniejsze będzie wsparcie.
Po trzecie, wsparcie będzie zależne od daty włączenia danej konkretnej instalacji do eksploatacji. Im starsze będzie źródło, tym wsparcie będzie mniejsze. Nowa instalacja będzie dostawała pełne wsparcie na czas uśrednionego zwrotu z kapitału dla danego rodzaju inwestycji, a po jego upływie wsparcie będzie malało.
Do zera?
- Chcemy zostawić chociaż niewielkie wsparcie dla wszystkich OZE, ale głównie ze względów statystycznych. Objęcie wszystkich źródeł chociażby szczątkowym systemem wsparcia pozwoli śledzić poziom produkcji zielonej energii. Bez tego nie moglibyśmy oceniać realizacji celu osiągnięcia 15 proc. udziału energii z OZE w finalnym zużyciu energii w 2020 roku.
Jak będą wspierane poszczególne technologie?
- Aby zaprezentować nowy mechanizm wsparcia powiem, że w zależności od technologii, przydział certyfikatów zielonych na jednostkę produkcji energii może się wahać na przykład od 0,8 do 1,2 certyfikatu. To jednak tylko przykład mający zobrazować ten element nowego systemu.
Ustalanie faktycznych proporcji wsparcia trwa i wymaga jeszcze precyzyjnych analiz, które musimy uzgodnić z zainteresowanymi środowiskami, a potem zweryfikować. Jak łatwo się domyślić, każde środowisko przekonuje nas, że właśnie ich technologia potrzebuje dużego i długofalowego wsparcia.
Który rodzaj OZE będzie promowany najbardziej?
- Odpowiedz jest prosta, a mianowicie ten, którego potencjał w Polsce jest największy a nakłady w technologie nie mogą zostać pokryte przychodami z rynku w rozsądnym okresie. Po pierwsze jest to produkcja energii z biomasy, a dalej energetyka wiatrowa i biogazownie. Stawiamy na to, co się może rozwijać i teraz musimy jeszcze dokładnie popatrzeć, jakie są nakłady na poszczególne technologie i pod tym kątem sformułować system wsparcia, ale biorąc jednocześnie pod uwagę ceny energii ze źródeł konwencjonalnych, czyli tak zwanej czarnej energii.
Nowy system wsparcia będzie pozostawał w relacji do ceny czarnej energii, co oznacza, że poziom wsparcia będzie zależał od ceny energii czarnej. To połączenie musi zostać implementowane, gdyż z powodu zmiany w systemie handlu uprawnieniami do emisji CO2 cena czarnej energii zapewne wzrośnie i w którymś momencie cena ta może być na tyle atrakcyjna, że produkcja energii z OZE nie będzie już wymagała dodatkowego subsydiowania.
Kto straci na nowym systemie wspierania OZE? Kogo on najbardziej zaboli poza właścicielami zbudowanych przed laty elektrowni wodnych?
- Być może nowy system zaboli właścicieli zamortyzowanych instalacji w energetyce odnawialnej, w tym farm wiatrowych stosujących używane turbiny o niewielkiej wartości początkowej, ale będzie on oznaczał znaczącą ulgę dla odbiorców energii.
Ulgę w tym sensie, że nie będą już oni obciążeni dodatkowymi kosztami za produkcję energii zielonej w starych źródłach oraz, że będą dopłacać do zielonej energii tym mniej im wyższa będzie cena energii czarnej. Oczywiście rozczarowane nowym system mogą się też poczuć grupy energetyczne, które bezterminowo planowały swoje przychody na podstawie obecnego systemu.
Jest jakiś szczególnie wrażliwy punkt w nowym systemie?
- Nie wiem, czy to szczególnie wrażliwa kwestia, ale powstaje problem odpłatności za koszty przyłączania do sieci źródeł wiatrowych. Dystrybutorzy bronią się przed ponoszeniem kosztów rozbudowy sieci dedykowanych wyłącznie przyłączaniu farm wiatrowych.
Chodzi o to, że w przypadku przyłączeń farm wiatrowych do sieci operatora systemu przesyłowego koszty ich budowy ponoszą wszyscy odbiorcy w Polsce za pośrednictwem taryfy operatora, a w przypadku źródeł wiatrowych przyłączanych do sieci dystrybutorów koszty przyłączeń musieliby ponosić odbiorcy przyłączeni jedynie do sieci danego dystrybutora. Nie wszędzie jednak są tak samo dobre warunki do inwestowania w źródła wiatrowe i w praktyce ceny dystrybucji w jednych rejonach kraju byłyby większe niż w innych.
Rozumiem, ale co to ma wspólnego z systemem wsparcia produkcji w OZE?
- Jeśli dojdziemy do wniosku, że dedykowane dla źródeł wiatrowych koszty przyłączeń mają ponosić ich inwestorzy, to wartości inwestycji rosną, a wraz z nimi poziom wysokości koniecznego wsparcia. To jest ciągle do rozstrzygnięcia, co z tym zrobić.
W każdym razie wszystkie zmiany ma wprowadzić ustawa o energii ze źródeł odnawialnych, a więc kiedy można spodziewać się upublicznienia jej projektu i wejścia jej w życie?
W tym przypadku nie będą procedowane założenia projektu ustawy, a od razu projekt ustawy. Ten projekt jest już opracowany i obecnie kończone są wyliczenia niezbędne do jego prezentacji. Zgodnie z planem prac Rządu, projekt ustawy powinien trafić pod obrady w pierwszym półroczu tego roku, lecz nie jestem do końca przekonana, czy to się uda.
Ustawa jest skomplikowana, dotyczy interesów wielu środowisk i obawiam się, że uzgodnienia międzyresortowe i konsultacje społeczne mogą być długie. Dyskusja nad zmianą ustawy o lasach, która uregulowała kwestie odpłatności za korzystanie przez energetykę z terenów leśnych trwała prawie rok, a to było półtorej strony tekstu.
Równolegle z pracami nad ustawą o promocji OZE trwają prace nad nowym rozporządzeniem dotyczącym też OZE, z którego projektu wynika, że poziom obowiązkowej sprzedaży energii elektrycznej z OZE ma wzrosnąć z 10,4 proc. teraz do 18,7 proc. w 2019 roku. Dlaczego aż tyle?
- To rozporządzenie jest już prawie gotowe, ale musi być notyfikowane w Komisji Europejskiej. Ostrożnie planujemy, że wejdzie w życie w pierwszej połowie tego roku, a jeśli chodzi o progi obowiązkowej sprzedaży energii elektrycznej z OZE dla odbiorców końcowych energii to należałoby raczej zapytać dlaczego są one takie niskie.
Z naszych wyliczeń wynika, że aby w 2020 roku osiągnąć 15 proc. udział energii ze źródeł odnawialnych w finalnym zużyciu energii to udział zielonego prądu w sprzedaży energii elektrycznej odbiorcy końcowemu powinien zdecydowanie przekroczyć 20 proc. Doszliśmy do wniosku, że to byłoby jednak zbyt radykalne obciążenie dla odbiorców, gdyby kazać im płacić za powiedzmy 25 proc. prądu po cenie, która na dzisiaj jest ponad dwa razy wyższa niż cena czarnej energii. Uznaliśmy, że skoro część inwestycji w OZE została już wykonana, to zielona energia będzie, tak czy inaczej, produkowana i nie ma co nakręcać wsparcia.
Z projektu tego rozporządzenia wynika też, że dopuszczalny poziom udziału biomasy leśnej w biomasie używanej we współspalaniu ma być większy niż jest. Skąd ta zmiana?
- Nie chcemy dać sygnału, żeby nie robić nic w zakresie współspalania, bo wtedy to już na pewno nie wykonalibyśmy celu 15 proc. energii z OZE w finalnym zużyciu energii w 2020 roku. A szczerze mówiąc, to proszę powiedzieć ,jaki miałby być powód utrzymania obecnych przepisów?
Przemysł drzewny boi się, że po zmianach subsydiowana energetyka odbierze mu surowiec.
- Współspalanie robimy po to, żeby zmniejszyć emisję CO2, a spalanie biomasy leśnej daje statystycznie mniejszą emisję niż spalanie węgla i to jest fakt. Należy też pamiętać, że spalanie biomasy nieleśnej powoduje korozję kotłów, więc elektrownie muszą za to mieć jakąś rekompensatę.
Współspalanie będzie jednak wspierane przede wszystkim w relacji do ceny energii czarnej, bo nie może być tak, że jeśli czarna energia zdrożeje z powodu kosztów emisji CO2, powiedzmy o 30 proc., to równocześnie energia zielona ze współspalania też dostanie wsparcie o 30 proc. lub większe. Tak nie będzie.
Poza tym nowa regulacja wyłączy ze współspalania asortyment drewna wskazany przez przemysł drzewny. To znaczy teoretycznie spalać będzie można wszystko, ale subsydiowane będzie tylko współspalanie węgla z odpadami drewna. Tylko produkcja energii z odpadów drewna będzie kwalifikowana jako produkcja energii zielonej.
WNP
|