Spalanie biomasy to dobry biznes (01 Oct 2010)
Biomasa w Polsce będzie miała strategiczne znaczenie w spełnieniu unijnego celu dotyczącego 15 procentowego udziału energii ze źródeł odnawialnych w finalnym zużyciu energii. Wiąże się to ze zwiększeniem zapotrzebowania na nią z kilku do kilkunastu milionów ton rocznie. Dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego oraz z powodu braku odpowiedniej ilości biomasy w kraju konieczny będzie import z zagranicy.
- 15 procentowy cel, to wyzwanie przeogromne, ale możliwe do realizacji. Dokonując oceny zapotrzebowania na biomasę do roku 2020, świadomie dopuściłem się pewnego uproszczenia. Dzisiaj nasza elektroenergetyka spala około 100 mln ton węgla, zakłada się, że aby zastąpić w spalaniu 1 tonę węgla należy spalić 1,5 tony biomasy. Zatem na wykonanie unijnego celu 15 proc. udziału energii z OZE w samej biomasie potrzeba 15 mln ton węgla zastąpić 22,5 mln ton biomasy. Ocenia się, że biomasa będzie miała ok. 70-80% udział w produkcji energii z OZE, czyli odpowiednio 15,7 mln ton lub 18 mln ton (pozostała energia będzie pochodziła z wiatru, wody, słońca i biogazu). Dodatkowo w gospodarstwach indywidualnych spala się już dzisiaj kilka milionów ton biomasy w różnej formie. Zatem obliczona w ten sposób ilość potrzebnej do spalenia (wykorzystania) biomasy jest prawdziwa - tłumaczył dla portalu wnp.pl Wojciech Mazurkiewicz, prezes "AES", spółki zajmującej się zakładaniem plantacji celowych roślin energetycznych oraz kompleksową obsługą rozproszonych inwestycji energetycznych od koncepcji i projektu po dostarczanie, montaż i rozruch systemu.

Zdaniem prezesa "AES" zapotrzebowanie na biomasę wzrośnie skokowo już za rok, w związku z prowadzonymi w energetyce zawodowej inwestycjami w systemy spalania biomasy i będzie rosło skokowo przez kilka kolejnych lat.
- Spalanie biomasy to nie tylko obowiązek, ale przede wszystkim doskonały biznes. Obecny krajowy system wsparcia jest całkowicie wystarczający by zachęcić producentów systemowych do spalania biomasy. Za czarną MWh dostają tylko 197 zł (obecna cena za 1MWh na TGE), a za zieloną MWh dostają 197zł + 275 zł (zielony certyfikat) + 25 zł (czerwony certyfikat) + zwrot akcyzy ok. 20 zł = ok. 500 zł. Dodatkowo dochodzą jeszcze beneficja związane z emisjami CO2, spalając biomasę nie muszą kupować na rynku praw do emisji CO2 lub sprzedają na rynku te emisje które zaoszczędzili. Sytuacja wygląda gorzej w ciepłownictwie oraz w instalacjach rozproszonych i lokalnych - wyjaśniał Wojciech Mazurkiewicz.

Dla zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego oraz z powodu braku odpowiedniej ilości biomasy w kraju konieczny będzie import z zagranicy. Ponadto import jest opłacalny cenowo.

- Będziemy mieli do czynienia z dwoma kierunkami importu: dalekiego i bliskiego. Import daleki obejmuje Afrykę i Daleki Wschód, natomiast import bliski obejmuje takie kraje jak Rosja, Białoruś czy Ukraina. Dla bezpieczeństwa energetycznego dostawy biomasy muszą być zdywersyfikowane. Realizowane więc powinny być z trzech podstawowych kierunków: biomasa krajowa (agro i drzewna), biomasa z przemysłowych upraw i plantacji celowych roślin energetycznych (wierzba i miskant), a także z importu. Żadna z grup energetycznych nie podejmie dzisiaj decyzji o oparciu dostaw biomasy dla swojej instalacji tylko z jednego źródła. Obecnie głównie rozwija się import bliski, ale systematycznie w grę wchodzi także import daleki - tłumaczył dalej Mazurkiewicz.

Wzrost zapotrzebowania na biomasę przełoży się bezpośrednio na znaczny wzrost jej ceny.
- Obecnie rynkowa cena biomasy jest bardzo niska i nie gwarantuje elementarnej rentowności lub rentowność jest bardzo niska, dla producentów szczególnie w biomasie przerobionej (tj. brykiet i pelet). Mamy ewidentnie do czynienia z rynkiem odbiorcy, a nie dostawcy. To energetyka systemowa określa ceny. Brakuje tutaj równowagi i partnerstwa. Energetyka poprzez krótką, ułomną politykę oraz brak horyzontu wieloletniego doprowadziła rynek biomasy do stagnacji. Rynek się nie rozwinął, bo rozwinąć się nie mógł. Producent biomasy jest słaby i rozproszony i w starciu z monopolem zakupowym jest bez szans. Biorąc te uwarunkowania pod uwagę przewiduję systematyczny wzrost ceny biomasy ze wszystkich źródeł - podsumował Wojciech Mazurkiewicz, prezes spółki "AES".

WNP