Rolnicy zarobią na gazie? - W najbliższych latach na polskiej wsi powstanie zapewne kilkaset biogazowni (08 May 2010)
Czy polscy rolnicy w najbliższej przyszłości staną się producentami nie tylko żywności, ale też gazu, prądu i ciepła, zwiększając znacznie w ten sposób opłacalność swojej działalności? Wszystko wskazuje na to, że przynajmniej niektórzy z nich podejmą to wyzwanie i w przyszłym roku dołączą do grona firm, które już wcześniej zainwestowały w pierwsze w Polsce urządzenia do produkcji gazu z roślin zielonych lub np.... obornika. Dodatkową zachętą do budowy biogazowni jest możliwość uzyskania dotacji z państwowego funduszu, który zarezerwował na ten cel aż miliard złotych.
- W ciągu najbliższych kilku lat powstanie w Polsce co najmniej kilkadziesiąt biogazowni. Już obecnie w przygotowaniu jest ok. 200 różnych dokumentacji na budowę takich instalacji. Zapewne co najmniej kilka z nich zostanie uruchomionych w przyszłym roku - ocenia inżynier Witold Płatek z krakowskiej firmy Centrum Elektroniki Stosowanej (CES), jednej z kilku, które oferują w naszym kraju kompleksową realizację takich inwestycji. Przedsiębiorstwo zbudowało już wiele takich biogazowni zarówno w Polsce, jak i poza jej granicami.
Budowę takich instalacji planują duże firmy energetyczne, np. Polska Grupa Energetyczna, jak również duże farmy hodowlane, a także - po raz pierwszy w naszym kraju - polscy rolnicy, choć z uwagi na potencjał ich działalności pasuje do nich bardziej określenie: farmer.
Ekspert CES zaznacza, że obecnie na takie instalacje decydują się przede wszystkim przedsiębiorcy, i to bynajmniej nie z powodu mody na ochronę środowiska naturalnego, ale traktując to po prostu jako dobrą inwestycję.

Gazownia w gospodarstwie, na wysypisku albo w oczyszczalni
Biogazownia to instalacja umożliwiająca odzyskiwanie gazu powstającego w procesie beztlenowej fermentacji materiału biologicznego, a następnie - po oczyszczeniu - wykorzystanie go do produkcji prądu i ciepła. W ten sposób nawet w gospodarstwie rolnym może powstać elektrociepłownia.
Jej rodzaj i sposób działania zależy przede wszystkim od warunków podmiotu, który podejmuje się jej budowy, oraz substratu, czyli materiału biologicznego, z którego ma być wytwarzany powstały w ten sposób gaz, określany jako biogaz.
Substratem mogą być np. rośliny zielone, takie jak kukurydza, trawa, ziemniaki czy buraki, ale też odpady poubojowe, obornik, a także ścieki komunalne czy nawet... śmieci. Dlatego też najczęściej na budowę takich biogazowni decydują się właśnie składowiska odpadów, oczyszczalnie ścieków oraz rolnicy czy raczej duże farmy zajmujące się hodowlą zwierząt lub uprawą roślin, ponieważ dysponują dużymi zasobami materiału biologicznego traktowanego wręcz jak odpad.

Szansa dla rolników
Jednak substrat można produkować także celowo, np. poprzez uprawę roślin energetycznych, które najlepiej nadają się do wytwarzania biogazu. Pierwsze miejsce na ich liście zajmuje kukurydza. Dla rolników nie bez znaczenia jest też informacja, że efektem ubocznym procesu fermentacji i wytwarzania biogazu jest pełnowartościowy nawóz, który można rozwozić bezpośrednio na pole.
- W ten sposób otrzymujemy bezodpadową produkcję energii elektrycznej i ciepła - podkreśla inż. Płatek. Według niego, powstały w ten sposób nawóz jest nawet lepszy od nawozów sztucznych, ponieważ jest łatwiej przyswajany przez glebę. - Nawozy sztuczne leżą w ziemi ok. 4 tygodni, zanim zostaną zaabsorbowane przez glebę, tymczasem nawóz z biogazowni rozkłada się już po ok. 10 dniach, a więc jego związki nie zdążą nawet przeniknąć do wód podziemnych - zaznacza.
Powyższa okoliczność, a także możliwość wykorzystania własnych upraw do produkcji biogazu mogą być szansą dla rolników, którzy od lat narzekają na spadek opłacalności produkcji skierowanej na rynek spożywczy. Dodatkowym bodźcem do takich decyzji może być w najbliższej przyszłości fakt, że Unia Europejska zamierza wycofać się z programu Wspólnej Polityki Rolnej, z którego pochodzą wypłacane obecnie dopłaty do produkcji rolnej. W tej sytuacji uzupełnienie dochodów wpływami z produkcji energii elektrycznej i ciepła może znacząco poprawić opłacalność działalności naszych rolników.

Czy to się opłaci?
Na tak postawione pytanie eksperci zgodnie odpowiadają, że jest to jedna z bardziej dochodowych inwestycji, zwłaszcza w sektorze produkcji energii odnawialnej, choć wymagająca spełnienia wielu warunków. Komu więc może przynieść ona realne dochody?
- Rolnik, opierając się na jednorocznym zasiewie i dysponując ok. 80 ha z przeznaczeniem pod uprawy roślin energetycznych, mógłby zbudować biogazownię, która produkowałaby ok. 200 kW energii elektrycznej i ok. 200 kW energii cieplnej. Natomiast dysponując areałem rzędu 150 ha, można produkować ok. 400 kW prądu i tyle samo ciepła - tłumaczy inż. Płatek z CES. Ekspert zwraca uwagę, że dokładny szacunek potrzebnej wielkości areału ziemi uzależniony jest od wydajności produkcji i jakości gleby. Jak zaznacza ekspert, budowa instalacji o mocy 400 kW to koszt rzędu 6 mln złotych.
Z symulacji przedstawionej przez firmę CES wynika, że instalacja o takiej mocy może zapewnić przychody rzędu 2 mln zł, przy kosztach wynoszących ponad 660 tys. złotych. W ten sposób zysk brutto z inwestycji wyniósłby ponad 1,3 mln zł rocznie z tytułu sprzedaży energii elektrycznej, cieplnej, zielonych certyfikatów pochodzenia energii oraz utylizacji odpadów poubojowych.
Jak to się ma do zwrotu kosztów inwestycji? - Biogazownie oparte na uprawach energetycznych zwracają się średnio po 8 latach funkcjonowania - ocenia inż. Płatek.
Znacznie bardziej sceptyczni w ocenie są inni eksperci. W studium opłacalności wykonanym dwa lata temu eksperci ze Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego uznali, że inwestowanie w technologie biogazowe są uzasadnione ekonomicznie przy instalacjach o mocy powyżej 500 kW przy wykorzystaniu wsparcia środków z dotacji na poziomie 60-70 procent.
Z kolei z oceny przeprowadzonej przed pięciu laty na zlecenie Ministerstwa Ochrony Środowiska wynika, że stopa zwrotu biogazowni wyposażonej w moduł kogeneracyjny o mocy 92 kW może wynieść nawet 4 lata przy wykorzystaniu dotacji na poziomie 50 proc. wartości inwestycji i założeniu, iż instalacja będzie przerabiała zarówno gnojowicę, jak i dodatki roślinne.
Skąd te rozbieżne oceny? Inżynier Płatek wyjaśnia, że na ostateczny poziom opłacalności inwestycji wpływa wiele czynników, a więc - oprócz kosztów inwestycji, które są w zasadzie łatwe do określenia - przede wszystkim koszt oraz wielkość i wydajność materiału biologicznego, z którego ma być produkowany biogaz, a także zapewnienie maksymalnie długiej pracy instalacji. Z kolei oszczędności może przynieść przede wszystkim samodzielna produkcja wsadu do biogazowni, a więc np. własna uprawa kukurydzy (w tym wypadku trzeba też wziąć pod uwagę koszty uprawy oraz jej wydajność) oraz obsługa instalacji (większość czasu zajmuje po prostu załadunek do podajnika materiału biologicznego) i korzystanie z fachowej obsługi jedynie w celu przeprowadzenia niezbędnych prac konserwacyjnych i serwisowych.
Wszyscy eksperci są zgodni co do tego, że opłacalność inwestycji rośnie wraz z zainstalowaną mocą biogazowni, czyli z jej możliwościami produkcji biogazu wykorzystywanego do wytwarzania energii elektrycznej i ciepła. Inżynier Płatek zaznacza jednak, że opłacalne ekonomicznie może być nawet zbudowanie małej biogazowni o mocy rzędu 50 kW, przy maksymalnym wykorzystaniu jej możliwości produkcyjnych i uzyskaniu dotacji, choć czas zwrotu takiej inwestycji będzie oczywiście dłuższy niż instalacji np. o 10-krotnie większej mocy.

Rolnik - przedsiębiorca
Z czym jeszcze musi liczyć się rolnik, który chciałby myśleć o budowie biogazowni? Że musi być właścicielem lub współwłaścicielem firmy, czyli podmiotu prowadzącego działalność gospodarczą. Tylko taki bowiem podmiot może otrzymać koncesję wymaganą do uruchomienia biogazowni, którą wydaje Urząd Regulacji Energetyki.
Założenie firmy okaże się też niezbędne, aby podpisać umowy na sprzedaż energii elektrycznej i ewentualnie cieplnej do firm zewnętrznych. Należy też wcześniej pomyśleć o tym, które konkretnie firmy odebrałyby produkowane nadwyżki.
W połączeniu z innymi warunkami, przede wszystkim wymaganą wielkością materiału biologicznego potrzebnego do produkcji biogazu, i wiążącą się z tym wielkością gospodarstw nasuwa się wniosek, że o inwestycji takiej mogą myśleć przede wszystkim podmioty (w tym rolnicy) prowadzący działalność na większą skalę i dysponujący pewnym doświadczeniem.
- Małe gospodarstwo nie będzie mogło zbudować biogazowni, bo ani nie będzie go stać na taką inwestycję, ani nie będzie miało wystarczającego wsadu - przyznaje inż. Płatek. Ekspert CES zaznacza jednak, że w takich wypadkach mniejsi rolnicy mogą tworzyć grupy producenckie, dla których taka działalność może już być opłacalna.
Ponadto rolnicy mogliby skorzystać z rządowego programu wspierania rozwoju biogazowni rolniczych w Polsce, na który Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej zamierza przeznaczyć w sumie aż miliard złotych. Program i przyznane nań środki zostaną uruchomione prawdopodobnie już w tym roku.
Zawiera on jednak pewne ograniczenia. Przedsiębiorcy będą mogli liczyć maksymalnie na sfinansowanie 60 proc. kosztów inwestycji i zostanie prawdopodobnie określona minimalna wartości inwestycji, o której dofinansowanie można się ubiegać. Szczegółowe warunki i termin składania wniosków mają być ujawnione w najbliższych dniach.
Zainteresowani rolnicy muszą więc pamiętać, że nawet po uzyskaniu dotacji pokrywającej 50-60 procent kosztów inwestycji musieliby wyłożyć z własnych środków co najmniej 2 mln złotych.

Biogazu wystarczy dla całej Polski?
Produkcja gazu z materiałów organicznych może być korzystna nie tylko dla rolników czy właścicieli składowisk odpadów lub oczyszczalni ścieków. Jej zwiększenie pomoże bowiem m.in. wypełnić zobowiązania Polski do wytwarzania co najmniej 20 proc. energii ze źródeł odnawialnych już za 10 lat (obecnie nie doszliśmy nawet do 10 procent).
Inżynier Płatek uważa ponadto, iż produkcja biogazu może też sprawić, że z importera gazu Polska może stać się jego eksporterem. - Żeby wyprodukować ok. 10 mld m sześc. gazu rocznie, które Polska kupuje z zewnątrz, potrzebujemy ok. 1,6-1,8 mln ha ziemi, a w Polsce pod uprawy jest przeznaczonych ok. 16-18 mln ha, co oznacza, że wystarczyłoby wykorzystać dziesiątą część gruntów pod uprawy roślin energetycznych, aby pokryć obecne zapotrzebowanie naszego kraju na błękitne paliwo - wylicza Płatek. Ekspert dodaje, że tak niewielkie wykorzystanie ogólnego areału ziem uprawnych w Polsce w żadnym stopniu nie powinno zakłócać stabilności rynku żywności, przede wszystkim jej cen.
Nie wiadomo jednak, czy ten potencjał zostanie wykorzystany. Ministerstwo rolnictwa bowiem w opracowanych w 2009 roku programie wsparcia rozwoju biogazowni rolniczych w Polsce zakłada, że za 10 lat będą one produkowały 2 mld metrów sześc. gazu.
Zwiększenie produkcji biogazu może mieć też duże znaczenie dla naszego systemu energetycznego, który w myśl ostatnich koncepcji rządowych ma zmierzać w kierunku energetyki rozproszonej, a więc zasilanej z wielu różnych, choć zwykle małych elektrowni, zamiast z kilku ogromnych. Jest to o tyle istotne, że taki system jest bardziej odporny na przerwy w dostawach energii, które niestety w Polsce zdarzają się coraz częściej, choć zwykle z powodu przestarzałej sieci energetycznej.

Jesteśmy w tyle nawet za Azją
Zwłaszcza ta ostatnia okoliczność wskazuje, że produkcja energii ze źródeł odnawialnych, w tym biogazu, będzie trwałym i coraz ważniejszym elementem energetyki XXI wieku, co widać już w krajach znacznie bardziej rozwiniętych od Polski, a nawet... w rozwijających się państwach azjatyckich.
W samych bowiem tylko Chinach oraz Indiach działa kilkadziesiąt milionów instalacji określanych mianem biogazowni, choć eksperci uważają, że większość z nich nie zasługuje na taką nazwę. Dlaczego? Ponieważ są to z reguły prymitywne urządzenia pozwalające na odzyskiwanie niewielkich ilości gazu ze zwykłych dołów, do których wrzuca się odchody zwierzęce i np. resztki żywności. Wytwarzany z tych odpadów gaz wykorzystuje się głównie do zasilania domowych kuchenek.
Jednak profesjonalne biogazownie powstają na coraz większą skalę w wielu rozwiniętych krajach świata. Najbliższym przykładem dla Polski są Niemcy, gdzie działa ok. 4 tys. biogazowni, średnio o mocy 400 kW. Ich łączna moc sięga ok. 1600 MW.
W Polsce działa obecnie ok. 150 takich instalacji. Ale zaledwie kilka z nich to biogazownie rolnicze, z których większość zbudowano na dużych farmach hodowlanych należących do duńskiej firmy planującej zresztą kolejne takie inwestycje. Można więc uznać, że polski sektor rolniczy dotychczas nie wykorzystuje swojego potencjału.

Mariusz Bober

(Nasz Dziennik)