Umowa zawiera klauzule, które nie są zgodne z prawem Unii Europejskiej - Pawlak wyciąga Gazprom z tarapatów (22 Mar 2010)
Z Konradem Szymańskim, posłem do Parlamentu Europejskiego (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy), rozmawia Paweł Tunia
Komisarz UE ds. energii Guenter Oettinger zapewniał po spotkaniu z wicepremierem Waldemarem Pawlakiem, że Polska jest kluczowym krajem w polityce energetycznej Unii Europejskiej.
- Mam nadzieję, że jest to szczera deklaracja komisarza Oettingera, ponieważ faktycznie w naszej części Europy koncentrują się wszystkie słabości polityki energetycznej Unii Europejskiej, w tym jej niezdolność do zahamowania ekspansji gospodarczej i politycznej Gazpromu. Polska jest największym krajem Europy Środkowej i UE rzeczywiście powinna postrzegać nas właśnie jako kraj kluczowy w tej dziedzinie i wsłuchiwać się uważnie w to, co Polska mówi na temat polityki energetycznej. Na tej płaszczyźnie są największe problemy do rozwiązania i jeśli UE ich nie rozwiąże, to będzie to jej porażka, a przy okazji porażka całego procesu integracji i jego wiarygodności.

Komisja Europejska może zablokować podpisanie polskiej umowy z Gazpromem na dostawy gazu?
- Uważam, że ta umowa - chociaż jej treść nigdy w całości nie była ujawniona - zawiera klauzule, które nie są zgodne z prawem Unii Europejskiej. W szczególności chodzi o tzw. klauzulę przeznaczenia, która uniemożliwia reeksport gazu. Jeśli polski rząd będzie starał się podpisać tego typu kontrakt i wpuścić na rynek unijny przez Polskę tak dużą ilość gazu, to oczywiście Komisja Europejska powinna reagować i blokować to, jeżeli w ogóle ma mieć sens obrany kierunek rozwoju polityki energetycznej. Dla mnie jest zaskakujące, że Polska staje się jednym z tych krajów, które wyciągają pomocną dłoń do Gazpromu w sytuacji, kiedy jest on bardzo osłabiony. Inne kraju renegocjują swoje umowy z tą spółką, chcąc poprawić warunki kontraktowe, a Polska w tym samym czasie podpisuje umowę m.in. zwiększającą dostawy. Do tej pory nasze państwo było krajem, który głośno mówił o problemie, jakim jest Gazprom, a dzisiaj stajemy się krajem, który wychodzi do Gazpromu z pomocą.

Na czym polegają trudności rosyjskiego giganta naftowego?
- Na skutek kryzysu kapitalizacja Gazpromu spadła o ponad 60 procent, zmniejsza się także zapotrzebowanie na gaz, co spółka odczuła bardzo boleśnie. Niekorzystnie na jej położenie wpływa ponadto rozwój gazownictwa niekonwencjonalnego w Ameryce, który spowodował, że spadły ceny gazu LNG, często poniżej cen kontraktów z Gazpromem, a to z kolei zaowocowało silną konkurencją na rynku gazu i obniżeniem cen surowca. Dlatego Gazprom jest dzisiaj w poważnych kłopotach. Z punktu widzenia negocjacyjnego należałoby tę sytuację wykorzystać, a nie wyciągać pomocną dłoń do tego politycznego koncernu.

W Komisji Europejskiej powołano grupę roboczą, która ma zbadać warunki kontraktu między Polską a Gazpromem. W połowie roku mają być znane uzgodnienia dotyczące umowy.
- To oznacza, że problemy są poważne, ponieważ umowa miała być podpisana jeszcze w ubiegłym roku. Być może w rządzie jest konflikt co do oceny tej umowy, dlatego mamy do czynienia z odwlekaniem jej finalizacji. Natomiast obecnie dochodzi jeszcze aspekt unijny. Jeżeli jest mowa o horyzoncie kilku miesięcy na poznanie ostatecznych ustaleń w sprawie umowy, to znaczy, że problemy są poważniejsze, niż rząd chce to pokazać.

Zapowiadana na kwiecień wizyta komisarza Oettingera w Moskwie jest potwierdzeniem niepokoju KE?
- W moim przekonaniu, umowa ta odbiega od standardów unijnych. Pytanie tylko, czy Komisja Europejska będzie się chciała w to angażować. Dzisiaj wiele wskazuje na to, że tak, i to jest dobra wiadomość, natomiast jest żenujące, iż to Polska jest krajem, który ma problem z prowadzeniem solidarnej polityki energetycznej. Tracimy prestiż, jeśli chodzi o polityczne zabiegi na rzecz solidarności energetycznej, w sytuacji kiedy strona polska próbuje podpisać tego typu kontrakt.

Dziękuję za rozmowę.

(www.naszdziennik.pl)