Co Sejm zrobi z zieloną energią? (15 Feb 2010)
Gdyby Sejm zaakceptował główne założenia projektu autorstwa Gabrieli Masłowskiej (PiS), we wszystkich gminach powstałyby opracowania dotyczące posiadanych odnawialnych źródeł energii. Ponadto lokalne samorządy, które miałyby na własność odwierty geotermalne, udzielałyby pozwolenia na eksploatację. To skróciłoby czas oczekiwania przedsiębiorców, którzy starają się dziś o uzyskanie koncesji.
Projekt nowelizacji zaproponowany przez dr Gabrielę Masłowską, posłankę PiS, a którym zajęli się już posłowie z komisji: Gospodarki, Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej oraz Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, zakłada wprowadzenie przepisów regulujących sposób oceny odnawialnych zasobów energii, sposób przyznawania prawa do korzystania z nich oraz sposoby wspierania przedsięwzięć związanych z pozyskiwaniem energii z zasobów odnawialnych.

Projekt trafił do Sejmu już dwa lata temu. Jest on kontynuacją koncepcji opracowanej przez zespół wybitnego geologa śp. prof. dr. hab. Juliana Sokołowskiego. Celem jest zabezpieczenie zasobów naturalnych przez zapis, iż są one własnością Narodu Polskiego, a nie Skarbu Państwa. To oznaczałoby pełną i bardzo dziś pożądaną ochronę zasobów naturalnych w Polsce - powiedziała "Naszemu Dziennikowi" dr Gabriela Masłowska. Projekt zakłada również, że istniejące odwierty - jest ich kilka tysięcy - będą wykorzystane do potwierdzenia zasobów i jakości np. wód geotermalnych. W przypadku pozytywnej weryfikacji odwiert klasyfikowany byłby do eksploatacji. Tu jednak zarządcą nie byłby już Skarb Państwa, a gminy, które otrzymałyby odwierty na własność, bez możliwości odsprzedaży. Projekt obliguje też samorządy do sporządzenia bilansu energii z odnawialnych zasobów (m.in. geotermia, energia wiatru i słońca) w zakresie posiadanych zasobów i możliwości ich zagospodarowania. - Większość gmin nie ma dziś takich opracowań i samorządy nie są świadome, jakim potencjałem dysponują, a mogłoby się okazać, że niektórych stać na to, by być samowystarczalnym energetycznie. Taki bilans nie byłby dużym obciążeniem dla budżetów - ocenia Masłowska.

Zamiast koncesji wystarczy zezwolenie?

Nowelizacja, likwidując koncesję na eksploatację złóż geotermalnych udzielanych przez Ministerstwo Środowiska, uprościłaby też ścieżkę wydawania niezbędnych zezwoleń. - Chodzi o to, by na wzór Czech, Słowacji zamiast koncesji wprowadzić zezwolenia wydawane w oparciu o wspomniane bilanse przez lokalne władze samorządowe - dodała. Uproszczenie procedur pomogłoby też wywiązać się z zobowiązań dotyczących rozwoju wykorzystania odnawialnych źródeł energii. To m.in. decyzja Rady Europy (z 2002 r.), która wymaga zwiększenia udziału zastosowań odnawialnych źródeł energii w bilansie energetycznym UE w 2010 r. do poziomu minimum 22 proc., a w roku 2020 do minimum 40 procent. Ponadto Polska w traktacie akcesyjnym zobowiązała się do zwiększania udziału energii elektrycznej wytwarzanej ze źródeł odnawialnych w krajowej produkcji energii. W tym roku ma to być 7,5 proc. - przy obecnych blisko 2 procentach. W roku 2020 udział ten ma sięgać 14 procent. Patrząc na te wskaźniki, trzeba przyznać, że jesteśmy w powijakach. Wprawdzie coś się dzieje w zakresie energetyki wiatrowej, wykorzystania energii słonecznej, ale to wciąż za mało. Musimy rozwijać te dziedziny, w których dysponujemy dużym potencjałem; mam tu na myśli zasoby geotermalne - podkreśliła dr Masłowska. - Państwa europejskie korzystają z geotermii, stwarzają preferencje dla tych inwestycji. Dlatego w projekcie zaproponowałam utworzenie ze środków publicznych funduszy ubezpieczenia od ryzyka na etapie budowy i eksploatacji, tak jak to uczyniła np. Francja - dodała.

Projekt wymaga poprawek

Do projektu ustosunkowały się już m.in. samorządy, sugerując jego niezgodność czy to z dyrektywami unijnymi, czy to z Prawem Górniczym. - To nie znaczy, że cały projekt jest zły; wymaga jedynie pewnych technicznych poprawek. Po to będziemy pracować w komisjach, by dokonać niezbędnych korekt. To jest wyłącznie kwestia dobrej woli - posłanka nie traci entuzjazmu. Do uwag zgłaszanych do projektu spokojnie podchodzi też prof. dr hab. Jan Szyszko, poseł PiS. - Tego rodzaju opinie, że coś jest niezgodne np. z prawem unijnym, jeszcze nie znaczą, że tak naprawdę jest. Osobiście wygrałem na forum unijnym dwa procesy, a wszyscy mówili mi, że nie mam racji - powiedział w rozmowie z "Naszym Dziennikiem". Jak zaznaczył, projektowi trzeba się przyjrzeć i przekonać się, czy jest on dobry zarówno w sensie legislacyjnym, jak i z punktu widzenia interesów państwa. Sama idea jest słuszna i trzeba się nad nią pochylić. W mojej ocenie, geotermia jest wielką szansą na to, abyśmy wypełnili zobowiązania unijne, jak również na to, by Polska stała się krajem, który uzależnia innych od swoich zasobów energetycznych. To jest prawdziwe bezpieczeństwo energetyczne państwa - stwierdził.

Jak zauważa poseł Masłowska, przestawienie polskiej energetyki na geoenergetykę umożliwiłoby uzyskiwanie czystej, taniej energii niezbędnej dla rozwoju gospodarczego, powstanie nowych miejsc pracy w zakładach geotermalnych i ich otoczeniu. Zwiększyłoby również przewagę konkurencyjną polskich produktów na rynku europejskim i światowym.

Nasz Dziennik