|
Nie było podstaw do rozwiązywania umowy z Fundacją "Lux Veritatis" - uważa Artur Michalski, były wiceprezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. - Fundusz nie rozwiązywał umów w takim trybie i takim tempie. Byłem tym zdziwiony - zeznał Michalski podczas procesu, jaki Fundacja "Lux Veritatis" wytoczyła Funduszowi po tym, jak cofnął on dotację na wykonanie odwiertu geotermalnego w Toruniu.
Michalski podkreślał, że w świetle posiadanej przez niego wiedzy nie było powodu do rozwiązania umowy z fundacją. - Nie spotkałem się z taką praktyką - mówił w sądzie. Dodał, że umowy rozwiązywano wówczas, kiedy nie można było się doczekać ich realizacji, a nie po 7 miesiącach od ich podpisania. - Zostało to zrobione bez dania szansy, w takich sytuacjach próbuje się rozmawiać z beneficjentem dotacji. Ja bym rozmawiał - stwierdził. Michalski zeznał, że z zestawień przeterminowanych umów wynikało, że rozwiązywano je po kilku latach. Zaznaczył, iż chodzi tu o duże przedsięwzięcia.
Reprezentujący Fundusz radca prawny Jarosław Chałas ripostował, że w tym okresie Fundusz wypowiedział umowy po 11 i 12 miesiącach z gminą Korsze i Zakładem Opieki Zdrowotnej w Szczytnie. Wskazywał, że w 2007 r. rozwiązano 11 umów. - Czyli możliwe było rozwiązanie - podsumował mecenas. Michalski odpowiedział, iż nie zajmował się tymi sprawami. - Ja tu wykazuję pana brak wiarygodności - twierdził Chałas.
Przeciwko takim stwierdzeniom i agresywnemu sposobowi zadawania pytań świadkowi protestowała reprezentująca fundację mecenas Krystyna Kosińska. - Dąży się do zdenerwowania świadka - wskazywała. Radcowie prawni z Funduszu mimo to nadal trzymali się takiej formuły, usiłując złapać świadka na sprzecznościach w zeznaniach. Po protestach mecenas Kosińskiej sąd kilkakrotnie uchylił pytania do Michalskiego. Ponadto mecenas stwierdzała, że świadek jest wprowadzany w błąd przez stronę przeciwną.
Michalski zeznał także, iż w sprawę dotacji geotermalnej dla fundacji zaangażowany był wiceminister środowiska Stanisław Gawłowski. - Wzywał urzędników Funduszu i przeprowadzał z nimi jakieś rozmowy, to było jeszcze w grudniu 2007 roku - relacjonował były wiceprezes Funduszu. - Podobno wywierano na nich presję, żeby coś znaleźć, żeby rozwiązać umowę, tak mówili - dodał. Podkreślał, że była to praktyka wcześniej nie stosowana.
Michalski był pytany o szczegóły zapisów umownych i późniejszego aneksu. Reprezentujący Fundusz radcowie twierdzili, że mimo deklaracji o szczególnym nadzorze nad sprawą przeoczył on kilka zapisów w umowie niezgodnych z uchwałą władz Funduszu. Michalski podkreślał, iż kontrolował dokumenty, ponadto prawnicy Funduszu wskazywali, że wszystko jest w porządku. Chodzi tu o zapis z aneksu. - To nie był kluczowy zapis, jest to praktyka stosowana, zasugerowana przez prawnika - podkreślił. - Aneks jest wykonaniem uchwały zarządu. Chodziło o lepsze zabezpieczenie środków publicznych, odpowiedni departament uznał, że jest to lepsze zabezpieczenie, a jego wartość przewyższała sumę dotacji - dodał. Wskazał, że przy tego typu umowach harmonogram jest wielokrotnie zmieniany (jego nierealizowanie było podstawą wypowiedzenia umowy przez Fundusz).
Fundacja domaga się od Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej 27 mln zł odszkodowania za zerwanie umowy o dotację na odwierty geotermalne.
Nasz Dziennik
|