|
Z Pawłem Nieradą, ekspertem do spraw energetyki z warszawskiego Instytutu Sobieskiego, rozmawia Anna Ambroziak
Porozumienie zawarte między spółkami PGNiG, Gazprom i EuRoPol GAZ zakłada przedłużenie umowy na dostawy gazu z Rosji do Polski do 2037 roku. Mamy też kupować więcej gazu od Gazpromu. Jak Pan ocenia strategię wybraną w tym zakresie przez rząd? - Chodzi tu o długoterminową umowę, która uzależnia nas w dostawach gazu z Rosji na kolejne kilkanaście lat. To porozumienie nie jest więc dla nas jakoś wyjątkowo korzystne. Okres, na jaki zostało ono zawarte, jest zdecydowanie dłuższy niż można się było spodziewać. Tego typu kontrakty są raczej zawierane na czas krótszy. Poza tym tak naprawdę nie wiemy, co to znaczy, że jest ono elastyczne. Czy to oznacza, że możemy kupować o te 15 procent gazu więcej? Czy są jakieś warunki brzegowe, które będziemy musieli udokumentować i dopiero wtedy Rosja pozwoli nam na odmowę kupienia tego gazu? Pytanie kolejne: Czy nie mamy jakiś obostrzeń co do dysponowania tym gazem? To, że nie powiedziano nic o zasadzie "take or pay" ("bierz lub płać") czy prawie do reeksportu, to nie znaczy, że ich nie ma. Intencja Gazpromu jest taka, by możliwie jak najmocniej związać nam ręce i utrudniać kupowanie gazu innego niż z Rosji.
Zwiększenie dostaw do 10,2 mld m sześc. rocznie stawia pod znakiem zapytania sensowność budowy terminalu gazowego w Świnoujściu? - Uważam, że ten projekt powinien być realizowany. Jeżeli on nie powstanie, to jak kolegom z Gazpromu przyjdzie do głowy jakiś pomysł, by zamknąć dostawy z Rosji do Polski, będziemy musieli się zgodzić na dowolne warunki, jakie zaproponuje nam strona rosyjska.
Dziękuję za rozmowę.
(Nasz dziennik)
|