Jak duńska wysepka Samsoe została potentatem zielonej energii (23 Nov 2009)
W roku 1997 wprowadzano w Danii przepisy zachęcające do oszczędzania energii i stosowania odnawialnych źródeł energii. Duńskie ministerstwo energii rozpisało konkurs który miał pomóc wcielić w życie nowe przepisy - napisała Gazeta Wyborcza.
Wyspa Samose wystartowała w tym konkursie z hasłem: "za 10 lat wyspa będzie energetycznie w 100-proc. samowystarczalna". Wtedy było to absolutnie niemożliwe, ponieważ nie posiadała ona kopalni węgla ani szybów naftowych. Całą potrzebną energię elektryczną, ale także ropę, którą opalano wszystkie domy musiała pozyskiwać z zewnątrz.

Realizację konkursowego celu zlecono Sorenowi Hermansenowi, który po rodzicach odziedziczył na wyspie dom i pola buraków i pietruszki, ale życie farmera mu się nie uśmiechało.

- Kiedy urzędnik każe ci postawić turbinę w swoim ogródku, poślesz go do diabła - mówi Hermansen. - Kiedy jednak przyjdzie do ciebie sąsiad, napije się z tobą kawy i zaproponuje dobry interes, to go przynajmniej wysłuchasz.

Przez pierwszych kilka lat nic się nie zmieniało, stopniowo jednak chłopi dawali się namówić do nowych pomysłów.

Jorgen Tranberg wziął ogromny kredyt na 1,2 mln dol. i sam postawił turbinę na swym polu za oborą, inni zawiązywali spółdzielnie i wspólnie robili to samo.

Już w 2001 r. zużycie paliw kopalnych na Samsoe spadło o połowę. A dwa lata potem, zamiast pobierać energię elektryczną z kontynentu, wyspa zaczęła go eksportować.

Hermansen zapraszał na seminaria miejscowych rzemieślników.

- Starsi ludzie mało komu ufają, ale jak im cieknie kran, to dzwonią po hydraulika. Fachowiec przyjdzie, naprawi, napije się kawy, a przy okazji poradzi, że przydałoby się wyrzucić stary piec i zainstalować pompę cieplną.

Ujarzmianie zielonej energii chłopi zaczęli traktować jak sport. Kładli na dachach baterie słoneczne - jest tu ich największe nagromadzenie w całej Danii. Kupowali prasy do wytłaczania oleju z rzepaku, który potem wlewali do baków aut. W środkowej i północnej części wyspy stanęły cztery ciepłownie, w których spalana jest słoma z pól i odpadki drewna z miejscowych lasów.

Zielona energia dała już wyspie ponad sto nowych miejsc pracy, bo ktoś też musiał się zająć konserwacją nowych urządzeń, obsługą ciepłowni.

(CIRE, Gazeta Wyborcza)