Alternatywne ogrzewanie coraz popularniejsze w Polsce (12 Oct 2009)
Pełną parą budowa takich kolektorów idzie w wojewódzkim Olsztynie. Olsztyńska Spółdzielnia Mieszkaniowa wyposaża w nie zarówno nowe budynki, jak i stare. Słońce grzeje już wodę w nowych blokach przy ulicy Iwaszkiewicza, Wojska Polskiego, na Jarotach. Po koniec sierpnia br, 24 kolektory otrzymają stare wieżowce przy ulicy Jeziornej. Kosztowały spółdzielnię pół miliona złotych, ale za to aż o 40 procent spadnie zużycie gazu przez kotłownię, co przełoży się w przyszłości na niższe rachunki dla mieszkających w tych budynkach rodzin. W dodatku 30 procent kosztów inwestycji pokrywają unijne fundusze. Z duchem czasu idzie też Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. Dwa akademiki otrzymają już niebawem takie kolektory, które instaluje tu Przedsiębiorstwo Energetyki Cieplnej.
Posiadanie kolektorów słonecznych, to w zasadzie jednorazowy wydatek, gdy je się zakłada. Koszty inwestycji zwracają się po kilku latach. Nawet w niezbyt słonecznych Mazurach można, jak oceniają specjaliści, zaoszczędzić połowę pieniędzy wydawanych na energię elektryczną do ogrzania wody Nic dziwnego, że takie kolektory można już zobaczyć także na niektórych prywatnych budynkach. Nie ma obawy, że ciepłej wody zabraknie, gdy nie świeci słońce, bo wówczas automatycznie włącza się konwencjonalny system podgrzewania wody.

W przygranicznej Gołdapi konwencjonalne kotłownie oraz kolektory słoneczne ma wspomóc w najbliższym czasie duża, 18-megawatowa, kotłownia na gaz. W listopadzie br. jej budowę rozpocznie prywatny inwestor z Tarnobrzegu. Jeżeli uda się mu pozyskać fundusze unijne, wówczas dodatkowo będzie opalana biomasą, w tym odpadami drzewnymi, których w Puszczy Rominckiej nie brakuje. Inwestor deklaruje, że ceny ciepła spadną w miasteczku aż o 30-40 procent.

Pewnie jeszcze efektywniejsza byłaby kotłownia na gaz ziemny. Nie brakuje go w leżącym za miedzą obwodzie kaliningradzkim, który otrzymuje go z gazociągu biegnącego z Federacji Rosyjskiej przez Białoruś. Już w połowie lat 90., gdy opracowywano strategię rozwoju ówczesnego województwa suwalskiego, złożono, iż wschodnie Mazury, oddalone od krajowych centr dystrybucyjnych gazu, będą zaopatrywane w ten surowiec z obwodu kaliningradzkiego. W tym celu miano zbudować nitkę gazociągu. W tym czasie podpisano z władzami tego rosyjskiego regionu sporo umów o współpracy, dotyczących m.in. rolnictwa, gospodarki, turystyki, przejść granicznych. Ochłodzenie stosunków polsko-rosyjskich spowodowało, że niewiele z tych planów wyszło. W międzyczasie z mapy administracyjnej Rzeczypospolitej znikło województwo suwalskie. O gazociągu już pewnie nikt nie pamięta. Do polskich kopalń stąd ponad 600 kilometrów, co powoduje, że tona polskiego „złota" kosztuje tu już z 700 złotych. Obwód kaliningradzki graniczy z Warmią i Mazurami począwszy od Gołdapi po Elbląg.

(źródło: Gigawat Energia/Ogrzewnictwo.pl)